Kategorie: Wszystkie | Designer Toys | Obsesja tygodnia | Sport | Spot
RSS
środa, 27 maja 2009


Adidas przygotował nie lada atrakcję dla wielbicieli sztuki miejskiej i stolicy Niemiec. Stronę Urban Art Guide,. Jak zapewniają jej twórcy - dla berlińskiego street artu jest ona tym, czym katalog dla wystawy. Choć brzmi to górnolotnie - bynajmniej nie są to czcze przechwałki. Strona dokumentuje, porządkuje i utrwala sztukę, której byt - ze względu na jej partyzancki charakter - nieustannie jest zagrożony. Nad jej zawartością czuwali historycy, a także sami artyści oraz pasjonaci street artu, którzy na bieżąco informują moderatorów o pojawieniu się świeżo namalowanych "eksponatów" lub ich zniknięciu.



Co więcej, ze strony można załadować na Iphone'a specjalną aplikację stworzoną w oparciu o Google Maps. Informuje ona turystę o tym, jakie niecodzienna dzieła znajdują się w pobliżu jego osoby. Dodatkowo, umożliwiają mu zwiedzanie berlińskiego street artu według przykładowej trasy lub przygotowanie własnej w oparciu o zdjęcia z galerii.  
17:38, faktoria01
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 maja 2009


To od rybki naszkicowanej na serwetce zaczęła się kariera Tonyego Harta. Podczas przyjęcia wykonał ją z typowym dla siebie zaraźliwym entuzjazmem, co sprawiło, że producent BBC z miejsca zaproponował mu angaż. Tak oto rozpoczęła się trwająca 50 lat kariera telewizyjna, podczas której skromny rysownik osiągnął status gwiazdy... programów dla dzieci. Na antenie bynajmniej nie ograniczał się do szkiców piórkiem i węglem, swymi gawędami nie budował niepotrzebnego dystansu. Zamiast tego pokazywał, jak niezwykłe rzeczy można stworzyć za pomocą przedmiotów codziennego użytku. Takich jak chociażby durszlak. Chodnik, jezdnia, plaża - niemal wszystko służyło mu za canvas. Przykładem rozbudzał wyobraźnię kolejnych pokoleń młodych Brytyjczyków, przy okazji - oswajając ich ze sztuką. Gdy w styczniu tego roku zmarł w wieku 83 lat, wychowani na jego programach widzowie postanowili udowodnić, że nauka kreatywności nie poszła w las. Nie tylko przekonali władze miasta, w którym urodził się Hart, o konieczności umieszczenia tablicy upamiętniającej prezentera. Dodatkowo postanowili oddać mu hołd, organizując za pomocą Facebooka niecodziennego flash moba. I to na dodatek tuż przed londyńską Tate Gallery!



Na chodniku umieścili ok. 200 pociesznych ludzików, wykonanych własnoręcznie z plasteliny. Były to podobizny Morpha. Postaci wymyślonej przez Harta, która towarzyszyła mu w programach od lat 70., komentując jego pomysły w swoim dziwacznym niezrozumiałym języku. Pojawienie się klonów Morpha w okolicy Tate Gallery zostało jednak odczytane właściwie. Tajemnica siły oddziaływania Tony'ego Harta tkwiła bowiem nie tylko w tym, że dużym dzieckiem był, ale także w jego talencie. W swojej wąskiej specjalizacji osiągnął wyżyny sztuki.
10:58, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 maja 2009
Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem poszerzenia bloga o informacje z naszego polskiego podwórka. Bo o tym, że dzieje się u nas, oj dzieje - nie wszystkim wiadomo. A tymczasem są rzeczy, o których powinno się mówić głośno i wyraźnie. I chwalić, bo co jak co, ale nieszablonowi ludzie zasługują na grad motywujących pochwał, a ciekawe inicjatywy warte są nagłośnienia i naśladowania. Chcieć to móc i o tym mam zamiar przekonywać Was w rubryczce "Dobre, bo polskie". Dzisiaj na pierwszy ogień pójdzie informacja, która od rana elektryzuje modową blogosferę. I pewnie wielu z Was o tym już wie. Nasza polskie szafiarki dopięły swego i pokazały, że w jedności siła. Efektem ich działań jest premierowy numer "Dilemmas Magazine", w którym pokazują własna wizję mody: świeżą, bezkompromisową, pomysłową, na swój sposób niewinną, pełną pasji, dziewczęcą, ale przede wszystkim opartą na czystej zabawie.



Obecne na rynku pisma modowe w żadnym wypadku nie powinny lekceważyć tego tytułu. Anna Wintour swego czasu dość nonszalancko podeszła do zjawiska mody ulicznej, internetu i programów pokroju "Project: Runway", przez co naraziła amerykański "Vogue'a" na opinię, iż nie nadąża za trendami. Jak pisze we wstępniaku Ewa Kosz "Dilemmas Magazine" jest właśnie taką "alternatywą dla tych, którym nie odpowiada modny świat przepełniony blichtrem i snobizmem", pismem "o Taniej modzie, o vintage, o szmateksach, lumpeksach, sieciówkach, o blogach, o młodych, zdolnych i o racjonalnym wydawaniu pieniędzy. Totalnie po partyzancku wkraczamy wkraczamy na rynek mody i nie zamierzamy z niego zniknąć". No i bardzo dobrze.
Więcej informacji o całym przedsięwzięciu znajdziecie m.in. na blogu Vintage Girl.
16:25, faktoria01
Link Komentarze (1) »


Brałam kiedyś udział w burzy mózgów, której celem było wygenerowanie pomysłów mających powiązać pewną markę komputerów ze światem mody. Podczas spotkania miałam wizję - oto w środku dnia piękne modelki pojawiają się na mieście w wieczorowych sukniach, w dłoni trzymając zgrabnego notebooka. Kreacje obowiązkowo od młodych zdolnych projektantów, ubrane zaś w nie dziewczyny wystylizować na manekiny i nauczyć mechanicznego poruszania się. Część z nich miałaby pojawić się na wystawie sklepu, inne na ulicy, dworcu, w centrach handlowych. Konwencja flash mobu wręcz idealna, by przechodniów i prasę zainteresować mariażem nowoczesnej technologii z talentem projektantów... "Pomysły są w powietrzu, wystarczy je złapać", twierdził pewien mój znajomy. Czasami jednak nie należy się do nich przywiązywać. Przedstawiony przeze mnie pomysł został niemal natychmiast odrzucony jako niespecjalnie atrakcyjny. Z powrotem znalazł się w przestrzeni niczyjej - powietrzu, a stamtąd - na szczęście - już półtora roku później został wychwycony przez pracowników agencji 180 Los Angeles, którzy akurat siedzieli nad briefem "Make Sony's newest PC fashionable"...



Za ich sprawą na przełomie lutego i stycznia bieżącego roku urodziwe manekiny opanowały Manhattan. Entuzjastyczne reakcje przechodniów sprawiły, że o całym wydarzeniu pisał m.in. także "The NY Times", a modelki z Sony Vaio poproszono nawet o pojawienie się podczas tygodnia mody...
Jak to ujęła jedna z osób poproszona o komentarz, takie niesamowite rzeczy mogą mieć miejsce tylko w Nowym Jorku. 



Więcej zdjęć znajdziecie tu.
10:45, faktoria01
Link Komentarze (4) »
środa, 20 maja 2009
Szerszej publiczności Michel Gondry może się co najwyżej kojarzyć z filmami "Zakochany bez pamięci" czy "Jak we śnie". Bardziej wtajemniczeni wiedzą, że ów francuski reżyser ma opinię wizjonera, który poszerzył język filmowej narracji o nowe techniki i środki wyrazu. Zachwyt widzów i krytyków wzbudzają jego clipy zrealizowane dla Bjork, The White Stripes czy Kylie Minogue, stworzony zaś dla marki Levi's spot "Drugstore" do dziś nie ma sobie równych pod względem ilości zdobytych nagród.



Powyższe informacje mają charakter encyklopedyczny, lecz mimo to żadnej z nich nie znajdziecie na stronie MichelGondry.com. Jest ona bowiem przedsięwzięciem czysto komercyjnym i bardziej niż wizytówkę artysty przypomina sklepik z wyprzedażą. Bo i czego tu nie ma? Nowiutkie DVD "Michel Gondry 2: More Videos Before and After DVD 1", komiks, kalendarz, a nawet... papier toaletowy (!) z rysunkami reżysera. Wszystko na wyłączność zagorzałych fanów artysty. Mnie osobiście najbardziej zaintrygowała zakładka "Sketch" z informacją, iż Gondry (ten, wielki Gondry!) za jedyne 19,95 dolarów narysuje mój portret. Kusząca propozycja? To nie wszystko! Jeżeli tylko wyrażę na to ochotę - moja podobizna natychmiast pojawi się na spersonalizowanej rolce papieru... Tylko pytanie: po co?


12:11, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 maja 2009

Wszelkie studia graficzne i agencje reklamowe to siedliska niewykorzystanej kreatywności. Jak dać jej zatem upust, aby zachowawczość klienta nie zamieniła się w wypalenie zawodowe pracowników? A genialny pomysły osiągnął poziom bytu nieco wyższy od notatki w zeszycie? Ratunkiem okazują się działanie PR-owe: firmy coraz częściej decydują się na różnego rodzaju publikacje, przedstawiające potencjał swoich pracowników. Jest to szczególnie powszechne w niewielkich kilkuosobowych firmach, które starają się zaistnieć na rynku zdominowanym przez sieciowe agencje. Na Zachodzie już pojawiła się płyta z remiksami pracowników pewnego studia producenckiego, inna agencja wypuściła na rynek swoje portfolio w wydaniu albumowym. Ostatnią ciekawą PR-ową inicjatywą jest książeczka dla dzieci... przeznaczona dla dorosłych.   



Jej wydawcą jest firma oferująca usługi z zakresu designu i strategii, Brighten The Corners. Książeczka "Stanley & Marvin" liczy sobie 80 stron, które zapełniają - utrzymane w stylistyce animacji z Ulicy Sezamkowej - ilustracje. Opowiadają one pełną melancholii historię  mężczyzny, który po długiej nieobecności wrócił do rodzinnego miasta... Co ciekawe, zarówno tekst, jak i rysunki w całości wykonano w oparciu o stworzone przez jednego z pracowników studia fonty. To już druga publikacja tej firmy. Wcześniejsza książeczka "Victor & Susie" adresowana była jednak dla dzieci, a jej autorami również był duet: Billy Kiossoglou (scenariusz i ilustracja) i Frank Philippin (fonty).   


18:43, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2009

Dla tego piekielnie zdolnego młodzieńca warto 7 sierpnia stawić się w Mysłowicach na Off Festiwalu. Jeremy Jay śpiewa, pisze i komponuje ballady z lekkością, której może pozazdrościć mu nie jedna leciwa gwiazda. Na wydanej właśnie płycie "Slow Dance" zaskakuje dojrzałością, w wywiadach zaś muzyczną erudycją, gdy skromnie wylicza swe źródła inspiracji - francuską Nową Falę, muzykę filmową, rock'n'roll... Gdy zaś w jednym z utworów pyta nonszalancko "Will You Dance With Me" - człowiek nawet z gipsem pokuśtykałby dla niego na parkiet.
Cóż, zdecydowany faworyt do tytułu Obsesji Miesiąca.

21:28, faktoria01
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 maja 2009
Audrey Tatou od dawna stara się zerwać z wizerunkiem Amelii. Ostatnio okazją ku temu była rola Coco Chanel. Kobiety pewnej siebie, niezłomnej wizjonerki, twardo stąpającej po ziemi artystki itp. itd. Do tego dodajmy fakt, że aktorka stała się twarzą marki Chanel, była więc na dobrej drodze, by w masowej wyobraźni stworzyć nową kreację własnej osoby. Los jednak lubi rzucać pod nóżki uroczej aktorki kłody... Reżyserię spotu najsłynniejszych perfum świata powierzono Jean-Perre Jeunetowi. Człowiekowi, który Amelię Poulain powołał do życia. Nic więc dziwnego że w reklamie Audrey znów wygląda jak Amelia. Wprawdzie starsza o kilka lat, ubrana bardziej elegancko, jednak to wciąż ta niepoprawna romantyczka ze skłonnościami do neurotycznych zachowań. Szkoda tylko, że miejsce Mathieu Kassovitza zajął u jej boku model Travis Davenport.


19:00, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 maja 2009
Jeden z najbardziej płodnych współczesnych artystów Takashi Murakami posiada olbrzymią cyfrową bibliotekę swoich prac. Tworząc nowe grafiki, często wykorzystuje motywy z wcześniejszych prac, do woli je mieszając i przetwarzając.
W erze nowych mediów i dominacji komputera taki styl pracy nie jest niczym zaskakującym. O wiele większą niespodzianką jest natomiast fakt, iż technika "kopiuj, wklej" stosowana była także kilkadziesiąt lat temu i to przez studio Walta Disneya.



Disney-ressemblance
by Vinichou

Tego typu proceder można zauważyć szczególnie w animacjach z końca lat 60. i 70. Na jego pojawienie się bynajmniej nie miały wpływu napięte deadliny. Kiedy w 1966 r. zmarł Walt Disney, przyszłość studia była niepewna. Postanowiono więc wykorzystać sprawdzone patenty, aby nowym produkcjom nadać Disneyowski styl, a tym samym zapewnić im ciągłość stylistyczną oraz sukces artystyczny. Czy efekt osiągnięto, to już inna sprawa.
10:47, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 maja 2009
T-Mobile ukochał sobie flash moby. Nic dziwnego - styczniowy event z tancerzami wyginającymi się wdzięcznie na dworcu w Liverpoolu okazał się prawdziwym hitem, a chęć udziału w akcjach brendu wyraziło ponad 13 tys. osób. Aż tyle bowiem ludzi zjawiło się o wyznaczonej porze na placu Trafalgare, aby wziąć udział w kolejnej odsłonie kampanii "Life's for Sharing". Organizatorzy przygotowali zaledwie 2 tys. mikrofonów, więc ich niewielka liczba stała się zachętą do powszechnej integracji. Choć event zorganizowano na większą skalę - zaproszono nawet VIP-a - filmik z wydarzenia nie stał hitem na YouTubie. Być może dlatego, że jako pierwsze pokazano tłumne wykonanie "Hey Jude". Piosenki, która choć ładna, powszechnie znana etc. - odsłoniła słabość karaoke jako rozrywki w ogóle. Czasami po prostu nawet 13-tysięczny tłum nie jest w stanie wykrzesać z siebie tyle charyzmy i energii co jeden (ale za to jaki!) zespół - zwłaszcza wtedy gdy chodzi o wykonanie ballady. A wówczas widzowie gorzej się bawią od uczestników imprezy.



Organizatorzy zapewniają, że w najbliższych tygodniach zamieszczą na YouTubie nowe odsłony karaoke. Będę je śledzić uważnie. Jak na razie większą niespodzianką są dla mnie się amatorskie relacje z akcji, zwłaszcza to poniższe. Któż by pomyślał, że Pink kiedykolwiek będzie w stanie "takes onother piece of my heart". No, no, no.

20:00, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 maja 2009


Od zeszłego czwartku jestem wielką fanką powyższej reklamy. Tego bowiem dnia w dość dziwacznych okolicznościach złamałam nogę. Teraz próbuję szybko opanować sztukę chodzenia o kulach. Im gorzej mi to wychodzi, tym większym szacunkiem darzę występującego w spocie
Billego Shannona.
Reklama Visy to bynajmniej nie komputerowy trick, lecz pokaz umiejętności tego niezwykłego artysty. Bill od urodzenia cierpi na poważną chorobę bioder, przez co jego nogi nie są w stanie udźwignąć ciężaru ciała.



Zamiast się załamać - Amerykanin potraktował chorobę jako środek autoekspresji, a z kul uczynił znak rozpoznawczy swej twórczości. Pojawiają się zarówno w jego instalacjach, rysunkach czy perfomersach. Co więcej, Bill wymyślił niecodzienny sposób przemieszczania się o kulach, w którym wykorzystuje elementy tańca i skateboardingu. Nakręcony 2 lata temu teledysk Rjd2 "Work It Out" to prawdziwy pokaz jego sprawności: grację ruchów podkreśla choreografia przygotowana oczywiście przez samego Billego.



Nie czarujmy się: gdyby nie sukces tego clipu i jego viralowej poetyka - nie byłoby spotu Visy. Przed zarzutem plagiatu - a taki już pojawił się w sieci - agencja Saatchi &Saatchi broni się, podając skład ekipy przygotowującej reklamę. Poczynania Billego Shannona znów utrwalił ten sam reżyser Joey Garfield, co ma rzekomo tłumaczyć wszelkie podobieństwa.
----------
No cóż, przede mną jeszcze 5 tygodni, podczas których wytrwale będę próbowała zbliżyć się choć ciut ciut do poziomu Billego. Filmiku z tych prób nie znajdziecie jednak w sieci.
21:56, faktoria01
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 maja 2009


Chociaż Beth Ditto słynie z wyczucia stylu, jej ciało nie mieści się nijak w rozmiarze 42. Ów fakt musiał spędzać sen z powiek brandmanagerom marki Evans. Wprawdzie docenili potencjał marketingowy liderki The Gossip, proponując jej stworzenie własnej linii ubrań - znacznie gorzej poszło im z zaakceptowaniem wymiarów Beth. Jest to o tyle dziwne, ponieważ kolekcja słynącej z afirmacji własnych kształtów piosenkarki z założenia miała być przeznaczona dla pań o większych gabarytach.
W rezultacie w materiałach promujących kolekcję pojawi się plastikowy sobowtór piosenkarki. Szczuplejszy i ładniejszy. Z laleczki jednak nie są zadowoleni ani fani piosenkarki, ani kolekcjonerzy figurek. Ci pierwsi podkreślają, że niepokorna, feminizująca Beth Ditto nie jest typem Barbie. Tych drugich zaś denerwuje fakt, iż lalkę wyprodukowano jedynie w jednym egzemplarzu.



Zdjęcia pochodzą z Vogue'a i The Moment.
20:49, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
statystyka
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl