Kategorie: Wszystkie | Designer Toys | Obsesja tygodnia | Sport | Spot
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Panująca od kilku lat moda na lata 80. przyczyniła się do wydobycia z niebytu medialnego niejednej postaci. Tym razem przyszła pora na Maripol, artystkę silnie związaną ze środowiskiem nowojorskiej awangardy. Mimo że ma w portfolio ciekawe filmy i zdjęcia, dla wielu już na zawsze pozostanie stylistką Madonny. Wszystko za sprawą wyrazistego inspirowanego punkiem wizerunku, który stworzyła na potrzeby tourne "Madonna" oraz "Like a Virgin". Spodnie i sukienki nakładane leginsy, koronki, staniki na topy, słynna suknia ślubna, a do tego kilogramy biżuterii o katolickiej proweniencji: paciorki, krucyfiksy, różańce przypadły do gustu nie tylko piosenkarce, ale także naśladującym ją fankom. Maripol wypuściła więc na rynek własną linię biżuterii, która ostatecznie jednak nie znalazła nabywców. Producenci zdążyli już zalać rynek tanimi kopiami jej bransoletek i naszyjników, Madonna zaś wydała nową płytę i - czego akurat wtedy nikt się jeszcze po niej nie spodziewał - zmieniła zupełnie styl. Dla Maripol był to szok, z którego jednak szybko musiała się ocknąć - rachunki z banku bowiem wyraźnie wskazywały, że zbankrutowała.



Niemal w każdym wywiadzie Maripol bywa wypytywana o współpracę z Madonną i zawsze wypowiada się o niej w superlatywach (nazywa ją m.in. "prekursorką grunge'u"). Wciąż żyje latami 80., na które przypadła jej młodość i najbardziej twórczy okres w jej życiu. Jej polaroidy z tego okresu zyskały status kultowych - pojawia się na nich Keith Haring, Debbie Harry, Basquiat, Grace Jones oraz oczywiście Madonna. Wystawiane były nie tylko w galeriach w Stanach, ale i w Japonii.



Jak na artystkę ma wyjątkowo paskudną stronę internetową. Być może wkrótce jednak ją zmieni. O Maripol bowiem może być znów głośno. W przyszłym roku w butikach Marca Jacobsa pojawi się zaprojektowana przez nią linia biżuterii inspirowana jeżowcami. Jak doszło do tej współpracy? No cóż, słynny projektant mody właśnie przechodzi okres wzmożonej fascynacji Madonną i wszystkim(i), co jej dotyczy...



Źródła zdjęć: Madonna Scrapbook, Pimp Guides, NY Times
22:10, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 sierpnia 2009
Przyznam szczerze, że poniższy film wbił mnie w fotel. Nie przypominam sobie, bym widziała kampanię społeczną, w której odrzucono wszelkie nawet najbardziej subtelne metafory na rzecz realizmu. I przyznam szczerze, że to już chyba starsza pani przeze mnie przemówiła, gdy wpierw pomyślałam: "O nie. Dzieci nie powinny tego oglądać!". A dlaczego nie? Po namyśle przecież, ciężko oprzeć się wrażeniu, że terapia wstrząsowa wydaje się dość niezłym środkiem, by pokazać nastolatkom skutki chwilowej dekoncentracji podczas jazdy. Środkiem do celu jest realizm, lecz chociaż w filmie brak metafory, nie można mu odmówić swoistej poetyki. Widać to chociażby w scenie, gdy w zwolnionym tempie szkło szybuje między dziewczynami w poszukiwaniu nici ich życia. Ten moment to wciąż jeszcze popkulturowa estetyzacja śmierci - przywodzi na myśl klip do "The Time is now" Moloko. Do tego szybki montaż, długość teledysku i bohaterki, z którymi nastolatki mogą się identyfikować. Dokumentarny charakter jednak sprawia, że całość jest niezwykle wyważona, w czym duża zasługa reżysera, Petera Watkins-Hughes, eksproducenta programów BBC.



Brytyjscy uczniowie mają zostać poddani tej 4 -minutowej terapii wstrząsowej w ramach lekcji. Natomiast dłuższa wersja filmu ma zostać wyemitowana w telewizji.
20:35, faktoria01
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009


Mówiłam, że pomysły są w powietrzu? Mówiłam. Teraz jednak już nawet nie chodzi o to, by je złapać. Przy tej prędkości życia ważna jest również umiejętność szybkiego wcielenia ich w życie. Ostatnio przekonał się o tym zespół tworzący trendsetterski magazyn The Coolhunter. Jako dowód swej kreatywności zamieścił w necie przykładową realizację kampanii promującej "Transformers: Revenge of the Fallen". Na wizualizacjach robot o wielkości zbliżonej do gabarytów statuy wolności dumnie stał w nowojorskim parku, swą obecnością zwracając uwagę na premierę filmu. Pomysł wart byłby pewnie odnotowania w annałach reklamy, gdyby nie fakt, że nie został zrealizowany. Albo inaczej: został zrealizowany, ale przy innej okazji i przez kogoś zupełnie innego.

Simone Legno aka Tokidoki zwykł mawiać, że Japonia to raj dla kreatywnych jednostek. Nic zatem dziwnego, że to właśnie w samym centrum Tokio znalazł dla siebie przestrzeń 18-metrowy robot. Uzasadnieniem jego obecności w miejskim parku okazała się 30. rocznica "Gundam", anime opowiadającej o gigantycznych maszynach sterowanych przez ludzi. Chociaż w przeciwieństwie do transformersów nie posiadają one osobowości czy inteligencji - w tym przypadku wykazały się zdecydowanie większą świadomością... marketingową.




08:08, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 sierpnia 2009
Chociaż z doniesień nie tylko polskiej, ale i zagranicznej blogosfery wynika, że blogów żywot jest dość krótki, i tak sobie pośpiewam "Sto lat! Sto lat!". Cool Kid Stuff obchodzi dzisiaj roczek i chociaż obędzie się bez birthday party - duma mnie rozpiera. Przez ten czas bowiem moje dziecię zdążyło nabrać ogłady i zyskało szatę graficzną, pod którą jest Wam dzisiaj znane. Najważniejsze jednak, że zyskało wyrazisty charakter oraz - co zdradzają statystyki - wiernych czytelników.
Oby tak dalej...




Designerska zastawa z Undergrowthdesign.com
20:54, faktoria01
Link Komentarze (2) »
środa, 19 sierpnia 2009
Historia według Knorra.




21:22, faktoria01
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 sierpnia 2009


Przy okazji kampanii reklamowej Harry'ego Pottera wspominałam, że marketerzy nic a nic nie dbają o duże dzieci. No cóż,  trochę dbają, choć wygląda to nieco inaczej niż można by się tego spodziewać. Zapomnijcie więc o przesadzaniu mandragory i dokazywaniu w chatce Hagrida. Zamiast Riddiculus czy Expecto Patronum dorosłym przyszło wypowiadać pojęcia takie jak brief, brainstorming, insight, laparello. To zaś oznacza, że ze strony marketerów obyło się bez większych zaskoczeń, ale i co ciekawe - i bez rozczarowań. Zaskoczyli za to graficy, w tym Nicholas Saunders,  którym powierzono stworzenie asortymentu sklepu braci Weasley. Byli w stanie wyczarować tak niesamowite rzeczy jak te poniżej, przez co nawet reklamowy żargon może wydać się niektórym dość silnym zaklęciem.






21:09, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 sierpnia 2009
Jeżeli macie jakikolwiek związek z branżą reklamową, oznacza to, że musicie znać kogoś, kto w ostatnim czasie stracił pracę. Tylko w samych Stanach Zjednoczonych na skutek kryzysu finansowego zwolniono ponad 70 tys. specjalistów z branży reklamowej. Amerykanie - w przeciwieństwie do Polaków - potrafią szybko reagować na bieżące wydarzenia i tworzyć grupy wsparcia. Na rzecz bezrobotnych kreatywnych działa m.in. organizacja "Please Feed Animals". To właśnie ona w znacznej mierze przysłużyła się do powstania "Lemonade". Chociaż gwoli prawdy, wciąż zbierane są środki na realizację tego filmu, to w sieci już pojawił się jego trailer. Można go m.in. zobaczyć na stronie Lemonademovie.com i osobiście doświadczyć jego terapeutycznego działania. Jak twierdzą autorzy projektu opowiada on o tym, "co się dzieje, gdy ludzie, którym branża płaciła za bycie kreatywnym - teraz są zmuszeni wykorzystać swą kreatywność we własnym życiu".



Chociaż nie do końca wiadomo, na ile i czy zawsze zwolnienia w branży reklamowej są uzasadnione - z pewnością dla bohaterów tego filmu okazały się zbawienne w skutkach, a drzemiący w nich potencjał został uwolniony. Nie wnikam, czy przedstawione historie są prawdziwe. Możliwość happy endu jest po prostu lepszą perspektywą  niż zasiłek.
15:09, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 sierpnia 2009


Ta strona nie jest świeżynką. Ale bez wątpienia należy do tych, które TRZEBA obejrzeć. Stworzona została przez japoński oddział agencji McCann Erickson oraz artystę Roxika (aka Masayuki Kido). Pod względem przekazu strona nie oferuje nic nowego - wpisuje się w niezwykle modny obecnie trend - jak żyć i być ecofriendly. Zaskakuje dopiero od strony wizualnej. No właśnie o jej twórcy Roxiku mówi się, że to wizjoner badający potencjał techniki 3D. Strona The Eco Zoo potwierdza, że tytuł ten otrzymał nie bez kozery.



Kiedy będziecie zwiedzać stronkę, koniecznie klikajcie w chmurkę z napisem “Pop-Up Book”. Zobaczycie wówczas książeczki z rozkładanymi obrazkami. Warto poobracać trochę myszką, by zobaczyć, ile pracy włożył Roxik w realizację swojej kolejnej odjechanej wizji. Magiczne.


20:04, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009


Zamiast gromkich oklasków, tylko cichutki aplauz - tak właśnie zakończył się pokaz filmu w Cannes. Być może "The Imaginarium of Doctor Parnassus" nie jest najlepszym filmem Terry'ego Gilliama - jest jednak na tyle widowiskowy, że na jego premierę czekać będę z niecierpliwością. A gdy do niej już w Polsce dojdzie, zapewniam, że większość recenzji - jakie przyjdzie Wam czytać - zamiast na pakcie tytułowego doktora z diabłem będzie skupiać się na fakcie, iż film ten jest ostatnim obrazem, w którym wystąpił Heath Ledger. Samobójcza śmierć aktora wstrzymała prace nad filmem, by ostatecznie wpłynąć na sam kształt Imaginarium. Reżyser bowiem chciał wycofać się z projektu... do czasu gdy w jego głowie zakiełkowała iście diabelska myśl. Do współpracy nad filmem i rolą Ledgera zaprosił trzech najbliższych przyjaciół aktora. Jude Law, Johnny Deep i Colin Farrell po kolei wcielają się w postać łgarza, który wierzy w każde słowo, pod warunkiem że padło jego własnych ust. "Subtelne" zmiany w wyglądzie tej postaci podobno uzasadnia fabuła filmu. Co mnie jednak najbardziej ciekawi to odpowiedź na pytanie, który z aktorów pod względem charyzmy i talentu wychylił się przed kolegów szereg. Obstawiam Deepa.



Nie pierwszy to raz w historii kina, gdy kilku aktorów wciela się w jedną postać. Wcześniej podobny chwyt zastosował Luis Bunuel w "Mrocznym przedmiocie pożądania". Jak widać, surrealistyczne dziedzictwo uprawnia do podobnych rozwiązań. W końcu Gilliam to członek grupy Monthy Patona. 
21:37, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 sierpnia 2009


Ciężko mówić o seksie, kiedy ojczysty język nie ułatwia zadania, serwując dość ubogi zasób słownictwa dotyczącego miłości fizycznej. Czyżby odzwierciedlał tym samym mentalność Polaków? Nie wiem. Wiem natomiast jedno, że dominujące style wypowiedzi o seksie znajdują swoje odzwierciedlenie w obecnych na polskim rynku opakowaniach na prezerwatywy. I tak: Conamore reprezentują trend przaśny, wiejski, New Caress - nurt wulgarny, Durex - sterylnie dyskretny, Taboo zaś reklamowane są lekko hedonistycznymi fotkami i sloganem "Nie daj sobie strzelić gola", co mówi samo za siebie. Aż chciałoby się rzec na ich widok "Seks? Nie dziękuję". Jest pot, gnój, znój i klimat pornoparty, co nie byłoby takie złe, gdyby była dana nam alternatywa. Bo gdzie w tym wszystkim afirmacja seksu i radosnej strony życia? Na razie wyłącznie na opakowaniach made in Japan oraz produktach szwedzkich nie bez kozery noszących nazwę "Pack of Love".


Źródło: Playmydesign.com i Nordicbazar.com


Japońskie kurioza z BoingBoing.net








Jeszcze większy wybór na Rojaks.blogspot.com


Lizaki znalezione na Flickr.com

A dla zainteresowanych oldschoolem polecam stronkę TinyFlowers.com
20:36, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 sierpnia 2009
Wegetarianizm inaczej...

Pigeon Pilfer from Michael Stevenson on Vimeo.

...czyli krótka historia o ptaszkach, które też wolą kapustę.

21:16, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
statystyka
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl