Kategorie: Wszystkie | Designer Toys | Obsesja tygodnia | Sport | Spot
RSS
wtorek, 29 września 2009


Okładki starych albumów jazzowych, plakaty art-deco, fotografie Brassaiego, Batman Bruce'a Timma i twórczość takich mistrzów anime jak Kazuhiko Kato, Osamu Tezuka i Hiroshi Masumura. Do tego dodajmy kino noir... Z takich odwołań i inspiracji Eddie White i James Calvert utkali fabułę swej animacji "The Piano Cat".



Nic dziwnego, że erudycją zaimponowali również swojemu rodakowi, Nickowi Cave'owi. Dzięki temu dziś głosem właśnie muzyka przemawia stylizowany na Bogarta koci bohater "The Piano Cat". Jak przystało na kota, chadza on własnymi ścieżkami, również wtedy, gdy trzeba uwolnić ukochaną. Przy okazji odkrywa dla widza nowe znaczenie słów "kocia muzyka"... (Mała uwaga: lepiej tej bajki nie oglądać z dziećmi i kociakami - trup ściele się w niej bowiem nadzwyczaj gęsto).



21:06, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2009
Uff! Przypomniało mi się wreszcie. Filutka! Pana Filutka stylem i klimatem przypominają mi prace Very Brosgol. Jest tu i żarcik, i melancholia, i cała plejada zabawnych postaci. Zaczynając od himerycznych staruszków, przez chuderlawych chłopców,  na pannach o apetycznych kształtach bufetowej kończąc. Być może podobieństwo do Lengrena to zasługa słowiańskich korzeni - bo nim Vera przybyła podbić Amerykę, mieszkała sobie spokojnie w Rosji.



Bardzo konsekwentna w swoich poczynaniach. Najpierw zasłynęła jako autorka publikowanego w sieci komiksu "Return to Sender". Miała wówczas zaledwie 16 lat. Chociaż jej projekt uznawany jest za jeden z ciekawszych webkomiksów, dziewczyna już od dawna go nie aktualizuje. Ostatnio nie zagląda również zbyt często na swego bloga.



Nie ma się jednak co dziwić. Panna Brosgol pracuje jako storyboardzistka Laiki, a to zobowiązuje. To przecież firma, która wypuściła na rynek takie hity jak "Gnijąca panna młoda" czy "Koralina". Zresztą tej ostatniej produkcji Vera poświęciła ponad 2 lata swojego życia. I to właśnie ona kadr po kadrze rozrysowywała fabułę tego arcydzieła animacji. Być może więc wizualne podobieństwo Koraliny do Very nie jest żadnym przypadkiem. Skończmy na tych domysłach. Jedno jest pewne: kariera dziewczyny się rozkręca, a jej samej humor dopisuje. Czasami nawet czarny, o czym świadczy poniższy filmik jej autorstwa.

09:33, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 września 2009
Właśnie wyczytałam w najnowszym "Przekroju", że dzisiaj ok. 18.30 w Warszawie odbędzie się flash mob, podczas którego dworzec centralny zamieni się w salę taneczną. Jak zapewnia organizatorka, celem akcji jest odczarowanie dworca jako miejsca, w którym ludzie się spieszą i denerwują... Wszystko to ładne i szlachetne, ale jak powiedział pewien mój znajomy "też kiedyś byłem dziwką w reklamie", to doświadczenie zaś sprawia, że wszelkie działania marketingowe wyczuję na odległość. No i proszę. Wystarczy wklepać do wyszukiwarki nazwisko organizatorki akcji, by przekonać się, że takie same nosi pracownica pewnej warszawskiej agencji, która ma w claimie "innovative strategy". Łatwo się domyślić, że w tym flash mobie jest jakaś ukryta strategia, gorzej z innowacją. Całość ma trwać jakieś 2-3 minuty, czyli pewnie dokładnie tyle, ile muzyczny miks, podczas którego usłyszymy taneczne kawałki sprzed dekady, jak i te bardziej współczesne. Wyszkoleni tancerze będą stopniowo wychodzić z ukrycia i dołączać do grupy już tańczącej. Skąd te przypuszczenia? No cóż, stali Czytelnicy Cool Kid Stuff pewnie pamiętają. Tak przecież wyglądał styczniowy event zorganizowany dla marki T-Mobile. Tak, tak, też miał miejsce na brzydkim dworcu (ale w Liverpoolu) - filmik dokumentujący to wydarzenie stał się prawdziwym styczniowym hitem w sieci. Zaledwie w ciągu 3 dni przyciągnął uwagę ponad 800 tys. internautów. Na następnym flash mobie organizowanym prze agencję Saatchi &Saatchi zjawiły się tłumy... Wspomniana przeze mnie agencja bynajmniej nie jest polskim oddziałem Saatchi. Lepiej by dla niej więc się stało, by dzisiejszy flash mob był dla T-Mobile'a(?). Oznaczałoby to po prostu, że koncept eventu oparty jest na brytyjskiej licencji. W innym wypadku ciężko byłoby obronić określenie użyte w claimie. Innowacji przecież w tym żadnej nie ma.

07:44, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2009
Po gorylu na perkusji, balecie ciężarówek i tańcu brwiami Cadbury powraca może nie w wielkim, ale na pewno intrygującym stylu. Choć "reklama" to w tym przypadku nie do końca adekwatne określenie. Zdobyciem certyfikatu FairTrade koncern chwali się bowiem za pomocą wypuszczonego przez iTune'sa singla "Zingolo" i stworzonego doń teledysku. Kręcono go w Ghanie - niezwykle ważnej dla ruchu Fair Trade, który przecież walczy z ubóstwem, by wesprzeć przedsiębiorców w krajach Trzeciego Świata. Clip dość momentami toporny, surowy, w duchu gollywoodzkich produkcji, ale nie dajcie się zwieść pozorom, to efekt zamierzony. W końcu za jego realizację odpowiedzialna była agencja Fallon, mająca w swym dorobku produkcje, od których wyliczania zaczęłam właśnie ten post. Wprawdzie teledysk nie ma tej siły rażenia co muzykalny goryl, niemniej bazuje na świeżym jak na reklamę koncepcie, a to zawsze warte jest odnotowania. 

19:08, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 września 2009
Moja ciocia D. stylistycznie utknęła w latach 80., przez co biedulka nieraz stała się obiektem żartów tej bardziej nadążającej za modą części mojej rodziny. Podśmiewano się z niej i w Wigilię 93' i Wielkanoc  02'. Teraz jednak w 2009 r. bynajmniej nikt z niej śmiać się nie zamierza. Wystarczy zajrzeć do modnych klubów, by przekonać się, że jej niezłomne przywiązanie do stylu lat młodości zostało wreszcie nagrodzone. Uświadomiłam to sobie w ubiegłym tygodniu, gdy siedząc nad piwem razem z siostrą, przyglądałam się dzieciakom, które wpadły właśnie do pubu. A niech mnie! Szerokie ramiona marynarek, uwielbienie asymetrii i geometrii, pasek w talii i takie tam. Ciocia tu, ciocia tam. Oczywiście nie wszyscy byli tak poubierani. Była tam przecież grupa starszaków. Wyglądali, jak gdyby nikt im nie powiedział, że grunge jest passe, a Kurt Cobain nie żyje. No cóż - muszę to z bólem serca przyznać - byli mniej więcej w moim wieku. Dla nich nie ma ratunku: za jakieś kilkanaście lat na rodzinnych zjazdach będzie się ich brało za dziwaków, staną się postrachem modnie rokującej latorośli, a ich garderoba oprócz sentymentalnej będzie miała również wartość muzealną. Znając jednak prawo modowej karmy i oni kiedyś staną się trendsetterami. Tak jak moja ciocia, która po 30 latach egzystowania poza modą, nieoczekiwanie dla samej siebie przerodziła się w rasową fashion victim. Przynajmniej z wyglądu. Jej historia przeczy pewnej tezie, jakoby każdy w swojej szafie powinien mieć jedną modną rzecz. Nie wydając ani grosza, moja ciocia ma ich przecież teraz całe mnóstwo.

La Roux - prawie jak moja ciocia...


20:49, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 września 2009
Ciah-Ciah podesłał mi info o niecodziennym wydarzeniu, jakim jest Graffiti Non Stop. Czym oczywiście wzbudził mą zazdrość. Bo im bardziej Poznań zamienia się w pustynię kulturalną, z tym większym podziwem przyglądam się poczynaniom przedsiębiorczych mieszkańców malowniczego Breslau. No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak prosić wszystkich, którzy w tym tygodniu zawitają na konwent graffiti/street art, o podzielenie się ze mną swoimi wrażeniami i fotkami. Chętnie znajdę dla nich miejsce na łamach CKS.
Na razie zamieszczam dla Was parę słów od organizatorów:  



"Hala Produkcyjna, to projekt podsumowujący
5 lat Graffiti Non Stop we Wrocławiu. Konwent to ogólnopolskie spotkanie artystów wykonujących sztukę graffiti, służące wymianie doświadczeń i stworzeniu platformy w celu ukierunkowania energii płynącej ze sztuki ulicznej.
W ramach konwentu graffiti/street art w Centrum Kultury AGORA odbędą się, wystawy (prezentacja płócien oraz fotografii dokumentujących poprzednie edycje GRAFFITI NON STOP, ekspozycja kolekcjonerska „designer toys”), projekcje filmowe, akcje malowania na mieście (ściana, autobus, tramwaj), prezentacje wrocławskich środowisk artystycznych oraz dyskusja panelowa dotycząca sztuki graffiti, wrocławskiego street-artu - przeszłość, teraźniejszość, przyszłość – wyobrażenia na temat współpracy z Urzędem Miejskim.



Jednym z celów Hali Produkcyjnej, będzie opracowanie koncepcji zagospodarowania wybranych fragmentów przestrzeni w mieście.
W ramach warsztatów, na które zostali zaproszeni polscy artyści, zostanie poruszony problem rewitalizacji wrocławskiego Śródmieścia a w szczególności obszaru Nadodrza.
Wierzymy, że działania w obrębie kultury i sztuki odegrają w tym procesie bardzo ważną rolę a w trakcie trwania projektu zostaną stworzone podwaliny do opracowania spójnej wizji plastycznej zagospodarowania tej dzielnicy.
Efekty pracy młodych ludzi zostaną przedstawione podczas dyskusji panelowej, która jednocześnie będzie podsumowaniem całego projektu".

(więcej oczywiście na GraffitiNonStop.pl)
20:11, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 września 2009
Pomysłowy Dobromir, kot Filemon, miś Paddington - to tylko kilka bohaterów naszej młodości, które dały się skusić lukratywnymi kontraktami i rozpoczęły drugie życie w reklamie. Do tego grona ostatnimi czasy dołączył także listonosz Pat. W Polsce kojarzony głównie z kanałem MiniMini. Tymczasem w Wielkiej Brytanii wśród przedstawicieli roczników 80' i 90', którzy się na nim wychowali, Pat cieszy się statusem postaci kultowej.  Bardzo retro klimat ma więc reklama, w której listonosz dwoi się i troi, a przy tym nieźle broi, by pokazać zgubne skutki nienoszenia okularów. A właściwie drugiej ich pary. Dzieci ten przekaz powinny też docenić.



Nie wychowałam się na Pacie, więc spot ten specjalnie mnie nie wzrusza. Bardziej do gustu przypadła mi za to reklama z Wallacem i Gromitem. O tej mojej ulubionej męskiej parze można wręcz śmiało powiedzieć: recydywiści reklamy. Reklamowali co się da. Na szczęście z wdziękiem.



A tak przy okazji - jeśli macie gdzieś pod ręką maluchy - zwróćcie uwagę, jakie bajki przyciągają ich uwagę. Zapewniam Was, że bohaterowie tych kreskówek za jakieś 20-30 lat będą reklamować produkty dla dorosłych. Zwykła kolej rzeczy. (Czyżby oznaczało to wielki comback Teletubisiów? Pożyjemy, zobaczymy.)
22:45, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 września 2009


Zabawki powoli opuszczają pokój dziecięcy, by pojawić się na planie sesji. Do świata sztuki wtargnęły w ten sposób lalki Barbie i figurki z zestawów modelarskich. Teraz pora na następne zabawki.


(Ręka Boga czy Maradony)

Moi znajomi twierdzą, że najnowsze boksy Lego to już nie to samo co dawniej. Nie dają zbyt dużego pola dla kreatywności. Być może właśnie dlatego Mike Stimpson postanowił znaleźć dla ludzików Lego nową przestrzeń. Ten wielbiciel fotografii, zabawek i Gwiezdnych Wojen stworzył kilka tematycznych serii zdjęć, dzięki którym tchnął w figurki nowe życie. Moja ulubiona seria to "classic", w której ludziki przedstawiono jako bohaterów słynnych fotografii lub uczestników przełomowych wydarzeń XX w. Zdjęcia opublikowano w prasie, pokazywano również w tv, co musiało sprawić  przyjemność nie tylko autorowi zdjęć, lecz również właścicielom Lego. Słynne klocki obchodziły bowiem w zeszłym roku 50 urodziny, ludzik Lego zaś 30. Mike Stimpson zaś pokazał, że Lego stając się częścią historii, nie przeszły bynajmniej do lamusa.


(American Beauty?)
22:53, faktoria01
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 września 2009
1 września w sieci pojawił się teledysk "Celebration" promujący nową płytę Madonny. Zanim jednak do tego doszło na YouTubie zamieszczono teaser klipu. Przed teaserem jeszcze inny filmik promujący singiel, przed nim reklamę, przed reklamą zaś promo... Jeśli się nie mylę - filmików zapowiadających premierę teledysku było ok. 6. Kiedy zaś już doszło do premiery teledysku okazało się, że zabrakło w nim znanych już z części teaserów ujęć z fanami Madonny. Wszystko dlatego że pojawią  się w drugiej wersji klipu, w którym natomiast nie zobaczymy Madonny. Bez obaw, będzie ona jednak w nim wszechobecna - występujący w klipie fani ponoć mają być za piosenkarkę poprzebierani.
Na marginesie tych intryg marketingowych, kampanii reklamowych i zamieszanych w nie fanów przypomniał mi się teledysk utworu o znamiennym tytule "Bad Cover Version" Plum. W nim też wystąpili fani. Choć bynajmniej nie wspomnianego zespołu.



21:22, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 września 2009
No właśnie: kto?



 



 

Mike Shinoda z Linkin' Park. I kto by pomyślał.
20:08, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Panująca od kilku lat moda na lata 80. przyczyniła się do wydobycia z niebytu medialnego niejednej postaci. Tym razem przyszła pora na Maripol, artystkę silnie związaną ze środowiskiem nowojorskiej awangardy. Mimo że ma w portfolio ciekawe filmy i zdjęcia, dla wielu już na zawsze pozostanie stylistką Madonny. Wszystko za sprawą wyrazistego inspirowanego punkiem wizerunku, który stworzyła na potrzeby tourne "Madonna" oraz "Like a Virgin". Spodnie i sukienki nakładane leginsy, koronki, staniki na topy, słynna suknia ślubna, a do tego kilogramy biżuterii o katolickiej proweniencji: paciorki, krucyfiksy, różańce przypadły do gustu nie tylko piosenkarce, ale także naśladującym ją fankom. Maripol wypuściła więc na rynek własną linię biżuterii, która ostatecznie jednak nie znalazła nabywców. Producenci zdążyli już zalać rynek tanimi kopiami jej bransoletek i naszyjników, Madonna zaś wydała nową płytę i - czego akurat wtedy nikt się jeszcze po niej nie spodziewał - zmieniła zupełnie styl. Dla Maripol był to szok, z którego jednak szybko musiała się ocknąć - rachunki z banku bowiem wyraźnie wskazywały, że zbankrutowała.



Niemal w każdym wywiadzie Maripol bywa wypytywana o współpracę z Madonną i zawsze wypowiada się o niej w superlatywach (nazywa ją m.in. "prekursorką grunge'u"). Wciąż żyje latami 80., na które przypadła jej młodość i najbardziej twórczy okres w jej życiu. Jej polaroidy z tego okresu zyskały status kultowych - pojawia się na nich Keith Haring, Debbie Harry, Basquiat, Grace Jones oraz oczywiście Madonna. Wystawiane były nie tylko w galeriach w Stanach, ale i w Japonii.



Jak na artystkę ma wyjątkowo paskudną stronę internetową. Być może wkrótce jednak ją zmieni. O Maripol bowiem może być znów głośno. W przyszłym roku w butikach Marca Jacobsa pojawi się zaprojektowana przez nią linia biżuterii inspirowana jeżowcami. Jak doszło do tej współpracy? No cóż, słynny projektant mody właśnie przechodzi okres wzmożonej fascynacji Madonną i wszystkim(i), co jej dotyczy...



Źródła zdjęć: Madonna Scrapbook, Pimp Guides, NY Times
22:10, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 sierpnia 2009
Przyznam szczerze, że poniższy film wbił mnie w fotel. Nie przypominam sobie, bym widziała kampanię społeczną, w której odrzucono wszelkie nawet najbardziej subtelne metafory na rzecz realizmu. I przyznam szczerze, że to już chyba starsza pani przeze mnie przemówiła, gdy wpierw pomyślałam: "O nie. Dzieci nie powinny tego oglądać!". A dlaczego nie? Po namyśle przecież, ciężko oprzeć się wrażeniu, że terapia wstrząsowa wydaje się dość niezłym środkiem, by pokazać nastolatkom skutki chwilowej dekoncentracji podczas jazdy. Środkiem do celu jest realizm, lecz chociaż w filmie brak metafory, nie można mu odmówić swoistej poetyki. Widać to chociażby w scenie, gdy w zwolnionym tempie szkło szybuje między dziewczynami w poszukiwaniu nici ich życia. Ten moment to wciąż jeszcze popkulturowa estetyzacja śmierci - przywodzi na myśl klip do "The Time is now" Moloko. Do tego szybki montaż, długość teledysku i bohaterki, z którymi nastolatki mogą się identyfikować. Dokumentarny charakter jednak sprawia, że całość jest niezwykle wyważona, w czym duża zasługa reżysera, Petera Watkins-Hughes, eksproducenta programów BBC.



Brytyjscy uczniowie mają zostać poddani tej 4 -minutowej terapii wstrząsowej w ramach lekcji. Natomiast dłuższa wersja filmu ma zostać wyemitowana w telewizji.
20:35, faktoria01
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009


Mówiłam, że pomysły są w powietrzu? Mówiłam. Teraz jednak już nawet nie chodzi o to, by je złapać. Przy tej prędkości życia ważna jest również umiejętność szybkiego wcielenia ich w życie. Ostatnio przekonał się o tym zespół tworzący trendsetterski magazyn The Coolhunter. Jako dowód swej kreatywności zamieścił w necie przykładową realizację kampanii promującej "Transformers: Revenge of the Fallen". Na wizualizacjach robot o wielkości zbliżonej do gabarytów statuy wolności dumnie stał w nowojorskim parku, swą obecnością zwracając uwagę na premierę filmu. Pomysł wart byłby pewnie odnotowania w annałach reklamy, gdyby nie fakt, że nie został zrealizowany. Albo inaczej: został zrealizowany, ale przy innej okazji i przez kogoś zupełnie innego.

Simone Legno aka Tokidoki zwykł mawiać, że Japonia to raj dla kreatywnych jednostek. Nic zatem dziwnego, że to właśnie w samym centrum Tokio znalazł dla siebie przestrzeń 18-metrowy robot. Uzasadnieniem jego obecności w miejskim parku okazała się 30. rocznica "Gundam", anime opowiadającej o gigantycznych maszynach sterowanych przez ludzi. Chociaż w przeciwieństwie do transformersów nie posiadają one osobowości czy inteligencji - w tym przypadku wykazały się zdecydowanie większą świadomością... marketingową.




08:08, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 sierpnia 2009
Chociaż z doniesień nie tylko polskiej, ale i zagranicznej blogosfery wynika, że blogów żywot jest dość krótki, i tak sobie pośpiewam "Sto lat! Sto lat!". Cool Kid Stuff obchodzi dzisiaj roczek i chociaż obędzie się bez birthday party - duma mnie rozpiera. Przez ten czas bowiem moje dziecię zdążyło nabrać ogłady i zyskało szatę graficzną, pod którą jest Wam dzisiaj znane. Najważniejsze jednak, że zyskało wyrazisty charakter oraz - co zdradzają statystyki - wiernych czytelników.
Oby tak dalej...




Designerska zastawa z Undergrowthdesign.com
20:54, faktoria01
Link Komentarze (2) »
środa, 19 sierpnia 2009
Historia według Knorra.




21:22, faktoria01
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 sierpnia 2009


Przy okazji kampanii reklamowej Harry'ego Pottera wspominałam, że marketerzy nic a nic nie dbają o duże dzieci. No cóż,  trochę dbają, choć wygląda to nieco inaczej niż można by się tego spodziewać. Zapomnijcie więc o przesadzaniu mandragory i dokazywaniu w chatce Hagrida. Zamiast Riddiculus czy Expecto Patronum dorosłym przyszło wypowiadać pojęcia takie jak brief, brainstorming, insight, laparello. To zaś oznacza, że ze strony marketerów obyło się bez większych zaskoczeń, ale i co ciekawe - i bez rozczarowań. Zaskoczyli za to graficy, w tym Nicholas Saunders,  którym powierzono stworzenie asortymentu sklepu braci Weasley. Byli w stanie wyczarować tak niesamowite rzeczy jak te poniżej, przez co nawet reklamowy żargon może wydać się niektórym dość silnym zaklęciem.






21:09, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 sierpnia 2009
Jeżeli macie jakikolwiek związek z branżą reklamową, oznacza to, że musicie znać kogoś, kto w ostatnim czasie stracił pracę. Tylko w samych Stanach Zjednoczonych na skutek kryzysu finansowego zwolniono ponad 70 tys. specjalistów z branży reklamowej. Amerykanie - w przeciwieństwie do Polaków - potrafią szybko reagować na bieżące wydarzenia i tworzyć grupy wsparcia. Na rzecz bezrobotnych kreatywnych działa m.in. organizacja "Please Feed Animals". To właśnie ona w znacznej mierze przysłużyła się do powstania "Lemonade". Chociaż gwoli prawdy, wciąż zbierane są środki na realizację tego filmu, to w sieci już pojawił się jego trailer. Można go m.in. zobaczyć na stronie Lemonademovie.com i osobiście doświadczyć jego terapeutycznego działania. Jak twierdzą autorzy projektu opowiada on o tym, "co się dzieje, gdy ludzie, którym branża płaciła za bycie kreatywnym - teraz są zmuszeni wykorzystać swą kreatywność we własnym życiu".



Chociaż nie do końca wiadomo, na ile i czy zawsze zwolnienia w branży reklamowej są uzasadnione - z pewnością dla bohaterów tego filmu okazały się zbawienne w skutkach, a drzemiący w nich potencjał został uwolniony. Nie wnikam, czy przedstawione historie są prawdziwe. Możliwość happy endu jest po prostu lepszą perspektywą  niż zasiłek.
15:09, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 sierpnia 2009


Ta strona nie jest świeżynką. Ale bez wątpienia należy do tych, które TRZEBA obejrzeć. Stworzona została przez japoński oddział agencji McCann Erickson oraz artystę Roxika (aka Masayuki Kido). Pod względem przekazu strona nie oferuje nic nowego - wpisuje się w niezwykle modny obecnie trend - jak żyć i być ecofriendly. Zaskakuje dopiero od strony wizualnej. No właśnie o jej twórcy Roxiku mówi się, że to wizjoner badający potencjał techniki 3D. Strona The Eco Zoo potwierdza, że tytuł ten otrzymał nie bez kozery.



Kiedy będziecie zwiedzać stronkę, koniecznie klikajcie w chmurkę z napisem “Pop-Up Book”. Zobaczycie wówczas książeczki z rozkładanymi obrazkami. Warto poobracać trochę myszką, by zobaczyć, ile pracy włożył Roxik w realizację swojej kolejnej odjechanej wizji. Magiczne.


20:04, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009


Zamiast gromkich oklasków, tylko cichutki aplauz - tak właśnie zakończył się pokaz filmu w Cannes. Być może "The Imaginarium of Doctor Parnassus" nie jest najlepszym filmem Terry'ego Gilliama - jest jednak na tyle widowiskowy, że na jego premierę czekać będę z niecierpliwością. A gdy do niej już w Polsce dojdzie, zapewniam, że większość recenzji - jakie przyjdzie Wam czytać - zamiast na pakcie tytułowego doktora z diabłem będzie skupiać się na fakcie, iż film ten jest ostatnim obrazem, w którym wystąpił Heath Ledger. Samobójcza śmierć aktora wstrzymała prace nad filmem, by ostatecznie wpłynąć na sam kształt Imaginarium. Reżyser bowiem chciał wycofać się z projektu... do czasu gdy w jego głowie zakiełkowała iście diabelska myśl. Do współpracy nad filmem i rolą Ledgera zaprosił trzech najbliższych przyjaciół aktora. Jude Law, Johnny Deep i Colin Farrell po kolei wcielają się w postać łgarza, który wierzy w każde słowo, pod warunkiem że padło jego własnych ust. "Subtelne" zmiany w wyglądzie tej postaci podobno uzasadnia fabuła filmu. Co mnie jednak najbardziej ciekawi to odpowiedź na pytanie, który z aktorów pod względem charyzmy i talentu wychylił się przed kolegów szereg. Obstawiam Deepa.



Nie pierwszy to raz w historii kina, gdy kilku aktorów wciela się w jedną postać. Wcześniej podobny chwyt zastosował Luis Bunuel w "Mrocznym przedmiocie pożądania". Jak widać, surrealistyczne dziedzictwo uprawnia do podobnych rozwiązań. W końcu Gilliam to członek grupy Monthy Patona. 
21:37, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 sierpnia 2009


Ciężko mówić o seksie, kiedy ojczysty język nie ułatwia zadania, serwując dość ubogi zasób słownictwa dotyczącego miłości fizycznej. Czyżby odzwierciedlał tym samym mentalność Polaków? Nie wiem. Wiem natomiast jedno, że dominujące style wypowiedzi o seksie znajdują swoje odzwierciedlenie w obecnych na polskim rynku opakowaniach na prezerwatywy. I tak: Conamore reprezentują trend przaśny, wiejski, New Caress - nurt wulgarny, Durex - sterylnie dyskretny, Taboo zaś reklamowane są lekko hedonistycznymi fotkami i sloganem "Nie daj sobie strzelić gola", co mówi samo za siebie. Aż chciałoby się rzec na ich widok "Seks? Nie dziękuję". Jest pot, gnój, znój i klimat pornoparty, co nie byłoby takie złe, gdyby była dana nam alternatywa. Bo gdzie w tym wszystkim afirmacja seksu i radosnej strony życia? Na razie wyłącznie na opakowaniach made in Japan oraz produktach szwedzkich nie bez kozery noszących nazwę "Pack of Love".


Źródło: Playmydesign.com i Nordicbazar.com


Japońskie kurioza z BoingBoing.net








Jeszcze większy wybór na Rojaks.blogspot.com


Lizaki znalezione na Flickr.com

A dla zainteresowanych oldschoolem polecam stronkę TinyFlowers.com
20:36, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 sierpnia 2009
Wegetarianizm inaczej...

Pigeon Pilfer from Michael Stevenson on Vimeo.

...czyli krótka historia o ptaszkach, które też wolą kapustę.

21:16, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lipca 2009


Jeśli wydawało Wam się, że Barbie to modnisia, koniecznie zajrzyjcie na blog Stratosa Bacalisa. Dawka glamouru, którą serwuje nam w swych postach Grek, jest niebywała, a to dlatego że skupia się on na największych elegantkach wśród lalek - tzw. fashion dolls. Przyjrzyjcie się kreacjom zaprezentowanych na zdjęciach laleczek, a będziecie wiedzieć co w tym roku wyznacza trendy w modzie haute couture i co jest wskazane na czerwonym dywanie.



Nie ma wątpliwości, że dobór zdjęć odzwierciedla fascynację Bacalisa gwiazdami ekranu. Chociaż nie brak podobizn Angeliny Jolie, Kate Perry czy Dawida Craiga, przede wszystkim to stare poczciwe Hollywood wiedzie prym na blogu. Można w nim  zobaczyć zdjęcia lal będących swoistym hołdem dla "Przeminęło z wiatrem" czy takich gwiazd jak Joan Crawford i Greta Garbo.





Lale - typowe to dla pięknych indywiduów - produkowane są w limitowanych edycjach, co przekłada się na cenę. Kolekcjonerzy zwykle płacą za nie ok. 150 dolarów. Autor zaś bloga Fashion Dolls Chronicles w niemal każdym poście zaprasza swych czytelników linkami w podróż po świecie największych firmach specjalizujących się w plastikowych pięknościach: Bishonen House, Effanbee Doll, AvantGuards czy Tonner Doll. Warto zajrzeć.



22:15, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lipca 2009


Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałyby twórczość
Fridy Kahlo, gdyby miała ona słowiańskie korzenie. Albo inaczej: jakie fotki tworzyliby Pierre i Gilles, gdyby byli jednym ciałem: kobietą?  Odpowiedzią na te pytanie jest twórczość Magdaleny Madaj. Jakiś czas temu na jej prace natknęłam się w poznańskich Kisielicach. Dzisiejsza wizyta wieczorową porą na stronie tej młodej artystki utwierdza mnie w przekonaniu, że jest ona portrecistką niemal doskonałą. Ze zdjęć spoglądają na nas chłopcy o karminowych ustach, dziewczęta o spojrzeniu trzpiotki lub melancholijne strzygi. Dużo w tym wszystkim brokatu, blichtru i podkładu, lecz co ciekawe - kreacja ani razu nie ociera się o sztuczność. Bezapelacyjnie dominuje wdzięk i naturalność.



Tajemnicą już dla mnie pozostanie, czy Magdalena Madaj ma oko do modeli o intrygującej urodzie, czy też nadaje im osobowość za pomocą swoich zdjęć. Jedno jest pewne: jej portrety mają olbrzymi potencjał fabularny, a ich bohaterowie wydają się postaciami niezwykle barwnymi. I tylko żal, że zdjęć tych mało.


22:59, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lipca 2009
Gdzie zobaczycie najlepsze nowojorskie imprezy? Na zdjęciach Merlina Bronquesa. Dzięki pikantnemu fotoblogowi - Lastnightsparty.com - artysta w 2 tygodnie zapewnił sobie status VIP-a, tytuł spadkobiercy Nan Goldin i pewne miejsce w historii amerykańskiej popkultury



Pytany o motto życiowe, odpowiada, cytując zespół Arcade Fire: "Zasnąć to jak poddać się". Kiedy w październiku 2004 r. uruchomił swoją stronę Lastnightsparty.com, każdą noc w tygodniu spędzał w nowojorskich klubach, pytając nieznajome dziewczyny, czy może zrobić im zdjęcie. Aż trudno uwierzyć, że niemal każdy gest i poza uchwycone podczas tych spontanicznie zaaranżowanych sesji zostały przez artystę wyreżyserowane.



Zaledwie po 2 tygodniach istnienia stale aktualizowany pikantny content Lastnightparty.com zaczął przyciągać uwagę ponad 1000 osób dziennie. Po roku liczba ta wzrosła do 20 tys., a następnie do 40 tys. odsłon w ciągu dnia. Zdjęciami lekko pijanych dziewczyn oraz wszelkiej maści freaków imprezujących na Manhattanie szybko zainteresowali się trendhunterzy, PR-owcy, dziennikarze, przedstawiciele reklamy, ludzie sztuki, wszyscy. Stronę zaczęto traktować jako kronikę towarzyską Nowego Jorku, w którym - o dziwo! - prym wiodły nie celebrities, lecz nikomu nie znane osoby. Ci fotogeniczni bywalcy nocnych klubów, tzw. hipstersi - w równym stopniu zainteresowani modą co kulturą niezależną, trendami, jak i obsesją na punkcie własnego wyglądu - na zdjęciach wyglądali niczym prawdziwe gwiazdy. I tak jak one zdradzali pociąg do ekshibicjonizmu.



W 2005 r. "Times" poświęcił fenomenowi artysty artykuł. Blogger był już na tyle sławny, że na jego widok nastolatki same zastygały w fotogenicznej pozie, jego obecność przekładała się na zysk klubu, w sieci zaś pojawiły się kolejne fotoblogi z profesjonalnymi zdjęciami z imprez (Indierotica.com, Everyoneisfamous.com, Cobrasnake.com czy Nickydigital.com), w kolejce zaś ustawili się przedstawiciele Bena Shermana czy Converse'a, zachęcając lukratywnymi kontraktami Bronquesa do współpracy.



Matka artysty - podobnie jak konserwatyści - widzi w nim pornografa. Ojciec zaś na widok zdjęć syna miał ponoć tylko wzruszyć ramionami: "Też kiedyś takie robiłem". Bo Merlin Bronques nie jest jedyną osobą, która ma na swoim koncie pikantne zdjęcia z imprez. Jest za to pierwszym, który nadał im oryginalny styl, dekadencki sznyt, i umiejętnie rozsławił za pomocą internetu.
22:35, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 lipca 2009
Takiego trailera w żaden sposób nie można zlekceważyć. Alicja - tak subtelna, że prawie niewidzialna, gdy w kadrze pojawia się Johny Deep. Tym razem w wersji orandż z przedziałkiem między zębami a'la Madonna i wdziękiem niezrównoważonego psychicznie dandysa. Z rosnącą niecierpliwością czekam na najnowszy film Tima Burtona.



15:13, faktoria01
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
statystyka
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl