Kategorie: Wszystkie | Designer Toys | Obsesja tygodnia | Sport | Spot
RSS
czwartek, 23 lipca 2009


Nie sądziłam, że zamieszczony na moim blogu filmik o chmurce wywoła aż taką reakcję. A że wywołał pozytywną - widzę to po statystykach. No dobrze, skoro moi czytelnicy lubią bajeczki - będą bajeczki. Aby nie być gołosłowną, już dzisiaj zamieszczam kolejną - i to znowu Pixara!. "Gra Geri'ego" to opowieść o pewnym podstępnym dziadku, który podczas partyjki szachów natrafił na godnego siebie przeciwnika. Na tyle sympatyczna, że akademicy przyznali jej w 1997 r. oskara za najlepszą animację krótkometrażową. Nie jest to może świeżynka, niemniej w dziale poświęconym animacjom nie zamierzam się bynajmniej ograniczać do  nowości. W doborze filmików będę kierować się wyłącznie własnym gustem. I mam nadzieję, że nie będziecie tym kryterium rozczarowani. Zatem... miłego krótkiego seansu!



21:39, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lipca 2009


O takim domku dla lalek mogłaby pewnie pomarzyć niejedna fashionistka. Zamieszkują go ręcznie wykonane porcelanowe laleczki. Chociaż wyglądają jak z XIX w., powstały współcześnie. Każda z nich ma strój, makijaż i fryzurę opartą na kreacjach, które w ciągu ostatnich 15 lat projektancki duet Victor&Rolf stworzył w ramach paryskich pokazów mody.



 W domku nie zabrakło laleczek w strojach z kolekcji "Pierrot" czy "Bedtime Story", a to dlatego że w rzeczywistości elegancki budynek pełnił funkcję miejsca, w którym odbywała się
retrospektywna wystawa twórczości holenderskich projektantów. Wpierw pokazano go w Londynie, a później w muzeum w Utrechcie. W ramach wystawy widzowie mogli obejrzeć także oryginalne kreacje projektantów - zaprezentowano je już na lalkach o wielkości zbliżonej do wzrostu "klasycznych" modelek. Cały koncept bardzo w stylu Holendrów: surrealistyczny i dowcipny.



Zdjęcia: Highsnobiety.com
21:32, faktoria01
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 lipca 2009


Moment, kiedy wszystkie elementy nabierają sensu, łącząc się w spójną całość, może przyjść nieoczekiwanie. W przypadku Amerykanina Jasona Freeny'ego objawienie nastąpiło akurat, gdy wykonywał dla "Penthouse'a" rysunek zatytułowany "Incubus":



Kontakt z teatrem, praca w MTV oraz epizod w roli twórcy Designer Toys wpłynęły na kształt tej ilustracji. Wprawdzie nie przypadła do gustu redaktorom pisma dla dorosłych, jednak to właśnie ona zapoczątkowała w twórczości designera cykl, dzięki któremu stało się o nim głośno na designerskich blogach. W ilustracjach tych Freeny jawi się jako specjalista od anatomicznych schematów, za pomocą których  dekonstruuje postaci znane z popkultury: ludzika Lego, żelkowego Misia, vinylowego Danny'ego czy Sackboya z Little Big Planet. W kolejce czekają już następne ikony, którym Freeny chciałby zajrzeć do wnętrza, oraz... firmy chcącą z nim współpracować. Nic dziwnego, że etap kariery, na jakim właśnie się znalazł, Freeny określa krótko: "Too many ideas, not enough times".



19:21, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lipca 2009


"W języku japońskim tokidoki znaczy czasami. Simone Legno wybrał tę nazwę dla swojej marki, ponieważ najlepiej oddawała jego filozofię. Tokidoki to według niego te niezwykłe pełne magii momenty, gdy spotykamy jakąś ważną osobę lub ma miejsce szczególne wydarzenie - przypadek, który na zawsze odmienia nasz los..."



Tak właśnie rozpoczyna się artykuł "Tokidoki. Historia prawie jak z bajki", do lektury którego jako autorka gorąco Was zapraszam. Miesiąc temu został opublikowany na łamach nowego magazynu lifestylowego "Kikimora". To zapis drogi, jaką Simone Legno przeszedł z ziemi włoskiej do Ameryki, by stać się jednym z najbardziej wpływowych projektantów. Komercyjny sukces stworzonej przez niego marki Tokidoki inspiruje młodych designerów niemal na całym świecie. Swoją drogą, ciekawe, kim byłby dzisiaj Legno, gdyby nie jego pochodząca z Polski matka - zabraniała mu oglądać telewizję, twierdząc, że ta blokuje rozwój wyobraźni w dziecku...


14:54, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2009


W swojej wąskiej specjalizacji Amerykanin Lary Moss nie ma sobie równych. Ze zręcznością prestidigatora wyczarowuje z lateksowych balonów przedziwnej urody postaci, co zapewniło mu miejsce w Księdze Rekordów Guinessa. W prasie, telewizji, wszędzie, gdzie się da, opowiada o Airigami, technice łączącej elementy lalkarstwa, rzeźby i origami, zapewniając, że to sztuka przez duże "S". Jest w tym pewna przesada, bo działania Mossa sztuką ciężko nazwać, zbyt przypominają jarmarczne sztuczki. Prace, w których nawiązuje do historii malarstwa amerykańskiego, to parodia oryginałów, tym gorsza, że niezamierzona. Stworzoną zaś przez niego kolekcję Haute Couture dałoby się opisać krótko: Ot kuriozum. Niemniej każdy kto, kiedykolwiek próbował wyginać balony, by nadać im kształt kwiatka czy pieska, doceni wysiłek i zręczność Mossa. Uporu, pomysłowości i talentu - choć jest on dość szczególny - bez wątpienia odmówić mu nie można.


20:16, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 lipca 2009
Sezon ogórkowy w pełni. Aby zająć czymś czytelnika, redakcje prześcigają się w tematach łatwych i przyjemnych. Popularnością cieszą się wszelakie listy zjawisk powszechnie znanych. Zwykle ułożonych w hierarchii, którą rządzi przypadek i bóg wie jakie kryteria. Wśród tych curiozalnych nikomu niepotrzebnych zestawień zdarzają się jednak i perełki. Bez wątpienia jest nią np. lista najciekawszych komiksowych metropolii. W tym wypadku architektoniczny detal czy rozplanowanie przestrzenne były równie istotne co niepowtarzalny klimat miasta oraz jego wpływ na komiksowe universum. Wszystko dlatego że zestawienie przygotował dziennikarz prestiżowego "The Architects' Journal. The home of British architecture". W Top Ten nie zabrakło prac mistrzów gatunku, m.in  Moebiusa, Franka Millera i Herge'a, czy miejsc pokroju Gotham City, które uplasowało się dopiero na pozycji szóstej, tuż przed Metropolis. Poniżej prezentuję pierwszą piątkę słynnych city. Całe zestawienie w artykule "Top 10 comic book cities", do lektury gorąco Was zapraszam.

5. Miasto z "Long Tomorrow" Moebiusa:



4. Nowy Jork Daredvila:



3. Londyn "Prosto z Piekła":



2. Chicago Chrisa Ware'a:



1. ...and the winner is... Mega City One
!


21:55, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lipca 2009


Matchbox nie popisał się najnowszą kampanią. Może i spodoba się ona najmłodszym, niemniej to dorośli wyciągną portfele, a sądząc po ich reakcjach w necie, przyjdzie im to niezwykle ciężko. Wszystko z powodu odwołań do kulturowych stereotypów. Chociaż w reklamie zwykle sprawdzają się one idealnie, w Matchboksie zapomniano o jednej rzeczy. Nastrojach społeczeństwa - te zaś po doświadczeniach z Irakiem i Afganistanem są zdecydowanie antywojenne.  




18:46, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Jakieś 2 tygodnie temu biegłam jak szalona do domu, by zdążyć na pewien dokument wyświetlany w Planete. Dotyczył Joanne K. Rowling, a pod jego koniec (no nie!) okazało się, że wszystko, co powiedziano o tej pisarce, ja akurat już wiedziałam. Nowinką była dla mnie jedynie informacja, iż Rowling twierdzi, że prof. Dumbledore jest gejem. Aha! Nie wiedziałam także, że wymyśliła ona już dalsze losy dzieci Pottera, a nawet jego wnuków.



Tak, tak, należę do grona pełnoletnich fanów twórczości pani Joanne. To zaś oznacza, że bywa, iż czuję się lekko dyskryminowana. Spece od marketingu za nic mają bowiem moje uczucia względem Harry'ego, dbają jedynie o sympatię dzieci. Te zaś już przy promocji wcześniejszych części filmu mogły np. wziąć udział w konkursie, po wygraniu którego miały szansę pojawić się w filmowej scenie w roli np. ucznia Gryffindoru. Domyślam się, że 30-letnia uczennica mogłaby budzić pewne zastrzeżenia nawet w świecie czarodziejów, niemniej uważam, iż producenci oraz spece od reklamy mogliby wreszcie docenić potencjał marketingowy starszej części widowni. W końcu ekranizacja "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi", jak sami przyznają, adresowana jest głównie dla osób w wieku od 16 do 34 lat. Na razie pod starszego widza dopasowano jedynie część kampanii reklamowej, co w praktyce oznacza podkreślenie mroczniejszej dwuznacznej wymowy filmu. A co z nagrodami dla starszaków? Jak nie było, tak nie ma.



Z okazji premiery najnowszego filmu w Chicago w Muzeum Techniki i Przemysłu odbywa się specjalna wystawa, poświęcona Harry'emu Potterowi. Do 27 września zwiedzający mają okazję obejrzeć przedmioty i stroje znane z filmów, w tym: okulary, różdżkę, mundurki obowiązujące w Hogwarcie, mogą także odwiedzić chatkę Hagrida, a nawet przekroczyć słynne drzwi z portretem Grubej Damy, by zwiedzić Wieżę Gryffindoru. To nie wszystko. W ramach wystawy przygotowano także szybki trening quidditcha oraz lekcję z przesadzania mandragory. Oczywiście i tym razem organizatorzy nie zapomnieli o dyskryminacji "młodych duchem" fanów Pottera. Zajęcia przeznaczone są dla dzieci. A niech to!


21:13, faktoria01
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 lipca 2009
Sally Shapiro nazywana bywa księżniczką Italo-Disco. Ukrywająca się pod tym pseudonimem Szwedka nie zdradza jednak cech przypisywanych zwykle diwom. Ok, zgadza się: nie lubi, gdy się ją fotografuje, filmuje lub siedzi z nią w studio, gdy akurat śpiewa. Prawdą jest również, że uparcia odmawia koncertowania. Swoje zachowanie jednak tłumaczy nieśmiałością i niechęcią do rezygnacji z anonimowości. W czasach, gdy kult celebritów szerzy się i pleni, takie zachowanie co niektórym dziennikarzom wydało się na tyle podejrzane, iż uknuli tezę, jakoby dziewczyna o niebiańskim głosie najzwyczajniej nie istniała. Jej postać miał zaś wymyślić Johan Agebjorn, producent, odpowiedzialny za wydania pierwszej płyty Shapiro "Disco Romance".



W rzeczywistości Johan i "Sally" znają się od kilkunastu lat. Pracowali razem w pewnej firmie, wykonując głównie prace administracyjne i nigdy nie podejrzewali, że mają podobne upodobania muzyczne. Dopiero podczas wigilii firmowej kiedy to śpiewali kolędy, Johan zwrócił uwagę na głos nieśmiałej blondyneczki... Na skutek tego odkrycia doszło do współpracy, której owocem jest już druga płyta "My Guilty Pleasure", mająca pojawić się w sklepach 24 sierpnia. Oczywiście o koncertach z udziałem dziewczyny można tylko pomarzyć. (Poniżej promujący płytę singiel - "Love in July").


23:05, faktoria01
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 lipca 2009


Rośliny, figurki do makiet, patyczki i jeszcze parę innych rzeczy, które akurat masz pod ręką... Z takich właśnie elementów Amerykanka
Erin Tyner stworzyła magiczny świat, który następnie utrwaliła w serii zdjęć "Half Awake".





Dla wielbicieli podobnych klimatów polecam mój post o kulach Waltera Martina i Palomy Munoz,  z grudniu ubiegłego roku.
20:26, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lipca 2009
Pewien mój znajomy twierdził, że większość ludzi w Polsce nie wie, że istnieje takie państwo jak Iran. W najlepszym zaś wypadku mylą je z Irakiem. To było jakieś 8-9 lat temu. Całkiem możliwe, że sytuacja od tego czasu się zmieniła. Minimalnie, ale jednak. Niektórzy bowiem za sprawą Marjane Satrapi i jej przeniesionego na ekran komiksu "Persepolis" mogą się pochwalić pewną wiedzą o Iraku. Być może wiedza ta nie jest specjalnie głęboka i rozległa, niemniej nie da się przemilczeć faktu, że Satrapi zainteresowała Iranem tę część ludności, która aspiruje do miana "kulturalnej".


 

Nic dziwnego zatem, że dwóch przebywających na obczyźnie Irańczyków postanowiło wykorzystać popularność komiksu Satrapi do dopowiedzenia historii Iranu i przedstawienia obecnego kryzysu, targającego ich ojczyzną. Zmienili teksty oraz kolejność komisowych kadrów. Powstały w ten sposób komiks stał się podstawą projektu "Persepolis 2.0", którego celem jest uwrażliwienie opinii światowej na wydarzanie mające obecnie miejsce w Iranie. Twórcy projektu zachęcają internautów do podlinkowania ich strony do swoich blogów, Twittera etc. w myśl zasady "Spread Persepolis".


 

Projekt "Persepolis 2.0" to przykład świetnego wykorzystania edukacyjnego potencjału tkwiącego w kulturze popularnej. A także interesująca próba wykorzystania mechanizmów marketingu internetowego, a nawet partyzanckiego. Autorzy projektu podkreślają, że chociaż stworzyli komiks, inspirując się pracą Satrapi, nie oznacza to jednak, że odzwierciedla on stanowisko autorki. Im dłużej rozmyślam nad tym całym przedsięwzięciem - ciężko mi oprzeć się wrażeniu, że równie dobrze "Persepolis 2.0" mogli stworzyć nie tyle dwaj anonimowi Irańczycy, co cały zespół... agencji reklamowej. Jestem wręcz w stanie wyobrazić sobie przebieg burzliwych meetingów, podczas których ustalane były szczegóły strategii, kreacji, copy etc. Cały bowiem projekt siłą oddziaływania i potencjałem przypomina mi owe genialne pomysły, które w agencjach pracownicy mają szansę zrealizować głównie przy okazji kampanii społecznych. Kto wie - może autorami briefu byli doradcy pewnego amerykańskiego prezydenta. Brzmi jak teoria spiskowa?  Możliwe. Niemniej nie da się ukryć, że już podczas kampanii prezydenckiej Amerykanie, wykorzystując potencjał internetu (w tym virale), sprytnie odświeżyli termin "marketingu politycznego". Pomysł, by wpłynąć na opinię publiczną za pomocą strony z komiksem, utrzymany jest w zadziwiająco podobnym stylu.
21:58, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lipca 2009


Designer Toys powoli stają się klasyką. Status nowości zgarnęły więc inne zabawki. Już nawet nie dla dużych dzieci, lecz dla gigantów. Odzwierciedlają modny we współczesnym wzornictwie trend przeskalowania - ze świata mebli do zabawek przeniósł go holenderski artysta Florentijn Hoffman. Specjalnie nawet nie tworzy on nowych postaci, lecz wykorzystuje wzorce już istniejące: kaczuszkę do kąpieli, pudelki i inne stworki, które dałoby się opisać jednym słowem: cute. Owa "cute'owatość" podczas powiększania gdzieś się jednak gubi, bo olbrzymie zabawki wyzwalają w widzach nieco inne uczucia niż ich mniejsze odpowiedniki. Jakie? O tym można się przekonać, oglądając najnowszy projekt Holendra - "Dushi", który do 4 lipca wystawiany jest w haskiej Gallery West. Uwaga! Tym razem składają się na niego wyłącznie pluszaki-giganty.




20:33, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lipca 2009


W ubiegłym roku pozwoliłam sobie porównać dwie kampanie: Levisa i Wranglera, przy czym pierwszą skrytykowałam za wtórność, a nad drugą się zadumałam. Teraz nikt o pierwszej już nawet nie pamięta. Kampania zaś Wranglera zgarnęła laury podczas niedawno zakończonego święta reklamy w Cannes (co mnie osobiście cieszy). Wiele osób podkreśla, że duża w tym zasługa fotografa Ryana McGinleya, który swoimi zdjęciami poddał w wątpliwość tezę, jakoby ludzie nie byli zwierzętami. Pomijając quasi-filozoficzny aspekt, siłą tych zdjęć jest bez wątpienia fabularny potencjał, oryginalność oraz zdolność do intrygowania (młodego) widza/konsumenta. 

Tak, nikt nie wątpi, że McGinley to zdolniacha. Zwątpić można natomiast w inteligencję decyzyjnych z Levisa, którzy za przykładem konkurencji postanowili skorzystać z usług artysty. Co jak co - ale Levisa stać na przebieranie w młodych zdolnych, więc upieranie się przy kojarzonym z Wranglerem McGinleyu co najmniej zaskakuje.



Wygląda mi na to, że Levis przechodzi jakiś wizerunkowy kryzys. Po ubiegłorocznym spocie - bynajmniej nie celowo utrzymanym w stylistyce lat 90. - brand managerzy znów odwołują się do tradycji, podkreślając amerykańskie korzenie marki. Nowa reklama momentami za bardzo kojarzy się  z czołówką pierwszego sezonu "True Blood" (przynajmniej mi), inni zaś widzą w niej ciąg klisz zdjęć Bruce'a Webera. Reklamy prasowe natomiast przypominają mi kampanię Sisley, którą jako młode dziewczę widziałam na początku lat 90.



Ok, może i w świecie reklamy kopie, przeróbki i zrzynki są na porządku dziennym, Levis jednak przyzwyczaił nas do pewnego poziomu - w końcu to jeden ze spotów tego brendu do dzisiaj uznawany jest za rekordzistę pod względem zdobytych nagród. Wprawdzie nowa kampania sprawia jednak całkiem przyjemne wrażenie, przyznajmy to wreszcie (pod warunkiem oczywiście, że zapomnimy o skojarzeniach). Niedosyt pozostaje.
Do wysoko postawionej poprzeczki okazuje się, że nawet Levisowi ciężko doskoczyć.


Źródło zdjęć: Homotography.
22:34, faktoria01
Link Komentarze (3) »


Z bólem serca przyznaję, że zabrakło mnie na pokazie najnowszego filmu Tomka Bagińskiego, pokazywanego w ubiegłym tygodniu w poznańskim multikinie. Niestety, bo zarówno
zamieszczone na oficjalnej stronie filmu kadry, jak i poniższy trailer prezentują się co najmniej smakowicie.


Z tego, co zdążyłam się dowiedzieć, "Kinematograf" to pełna melancholii opowieść o wynalazcy Francisie, który był zbyt pochłonięty realizacją marzeń - by dostrzec to, co w życiu najważniejsze...  Kto widział już film  - tego gorąco zachęcam do podzielenia się swoją opinię. Ja tylko króciutko odnotuję (za notką PR-ową twórców), że "producentem animacji jest, jak w przypadku poprzednich filmów Bagińskiego (nominowany do Oskara film „Katedra” i uhonorowana nagrodą BAFTA „Sztuka spadania”), studio Platige Image. Scenariusz dwunastominutowego filmu, to adaptacja opowiadania z serii „Rewolucje: Monochrom” autorstwa Mateusza Skutnika. W prace nad projektem zaangażowany był ponad pięćdziesięcioosobowy zespół".


20:13, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 czerwca 2009


Chociaż zaledwie 40 dni trwało kręcenie scen do najnowszego filmu Tima Burtona - jego premiera ma mieć miejsce dopiero w marcu przyszłego roku. Teraz trwają prace nad komputerowym wygenerowaniem świata, który zasłuży sobie na miano "Krainy Czarów". Przedsmak wizji mieliśmy już w ubiegłym tygodniu, gdy w sieci pojawiły się pierwsze zdjęcia filmu opowiadającego o przygodach niepokornej Alicji. Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne, a skojarzenia z surrealizmem wywołują uśmiech zadowolenia na twarzach wiernych fanów Burtona, do których się zaliczam.




Przyznam szczerze: nie byłam entuzjastką pomysłu, że Burton ma nakręcić "Alicję w Krainie Czarów". To prawda, że atutem jego filmów jest strona wizualna i mroczny klimat. Trochę gorzej bywa u niego z fabułą, zwykle mało skomplikowaną. Świadomość więc, że Burton zabiera się za dzieło powszechnie znane, utwierdziła mnie w przekonaniu, że na zaskakujące zwroty akcji w jego najnowszym filmie nie mam co liczyć.

Błąd, błąd, błąd.   

Fabuła jego filmu luźno odwołuje się do powieści Lewisa Carrola. Jego podstawą jest historia napisana przez Lindę Woolverton. Oto 17-letnia Alicja ucieka z przyjęcia, podczas którego miała zostać przedstawiona wiktoriańskiej socjecie, ponieważ zobaczyła... królika! Pogoń za nim kończy się oczywiście wizytą w Krainie Czarów, gdzie dziewczynka ostatni raz była 10 lat temu... Fanki Bikini Kill czy Chicks on Speed obowiązkowo powinny udać się na film do kina. Historia Alicji została bowiem odświeżona, by nie rzec - przepisana zgodnie z feministyczną praktyką odzyskiwania klasycznych opowieści. Jak Burton wyszedł ze starcia z Girlie Power - dowiemy się dopiero 10 marca 2010 r.


22:08, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 czerwca 2009


Anthea Turner zaleca, by w sytuacji, gdy toaleta pokryje  się osadem - wlać do muszli colę. Ponoć w walce z osadem napój ten nie ma sobie równych. Co natomiast zrobić z puszką, by się nie zmarnowała? Nie wiem, co na to pytanie odpowiedziałaby Anthea, znam natomiast odpowiedź, jakiej udzieliliby brand managerowie Coca-coli. Zaleciliby recykling.




W czasach kryzysu, gdy wszelkie eco-działania oraz "kreatywne" oszczędzanie jest mile widziane, przedstawiciele Coca-Coli postanowili pokazać, że ich sztandarowy produkt dobrze radzi sobie na polu sztuki (co w toalecie). Tak oto powstała idea stworzenia olbrzymiego obrazu złożonego z 200 tys. zużytych puszek. Jego odsłonięcie miało miejsce podczas rozpoczęcia The Recycle Week, imprezy, odbywającej się między 22 a 28 czerwca. Ponieważ całe to działanie ma bardzo PR-owy kontekst, nic dziwnego, że puszkowy obraz przedstawiał jeden z najsłynniejszych billboardów Coca-Coli, stworzony w 1945 r. Wprawdzie wówczas nikt się jeszcze ekologią nie przejmował, ale nie to jest najważniejsze. Ważne to, co teraz. Teraz zaś The Coca-Cola Company zapowiada rozmieszczenie w całej Wielkiej Brytanii tzw. Stref Recyclingu. Co do bytu puszkowej reprodukcji - nie był on zbyt długi. Na zakończenie The Recycle Week miała zostać oddana do recyklingu.    



Jaki jest morał tej historii? Oddając do recyklingu 200 tys. puszek - zaoszczędzono energię, dzięki której np. pojedynczy telewizor może być na chodzie przez następne 70 lat. Za sprawą zaś samego napoju - perfekcyjna pani domu nie musiała wydawać dodatkowych pieniędzy na środki czystości.
Złego zdania nie da się powiedzieć o Coli. 
12:54, faktoria01
Link Komentarze (4) »
środa, 24 czerwca 2009



Pracownicy agencji DDB London muszą mieć dość krwawe wspomnienia z wyprzedaży, skoro obniżki cen w sklepach kojarzą im się ze scenami walk z gry "Street Fighter" czy "Mortal Kombat". Wprawdzie nie byłam w sieci sklepów Harvey Nichols, dla której stworzono tę kampanię prasową, za to zaliczyłam dzisiaj wizytę w Mango i zakupy odbyły się bez nokautu i fajerwerków. Podsumowując: zdecydowanie bardziej atmosfera polowania niż... bitewki. 




22:19, faktoria01
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 czerwca 2009


Opisywałam już na blogu, jak to
Manolo Blahnik oraz Sonia Rykiel tworzyli dla butelek Coke nowy design. Jednak zabawy z wizerunkiem to w historii tego brendu nic nowego - trwają od co najmniej 20 lat. Skąd wiem? Na blogu Inspiredology.com znalazłam fotki takich oto puszek. W tych nietypowych opakowaniach można było dostać Coke pod koniec lat 80. i na początku 90. m.in. w Kanadzie i Niemczech. Wprawdzie sławą nie dorównują najsłynniejszej puszce świata - zupy Campbell, ale i tak ich lekko popartowski design oparł się próbie czasu. Kolekcjonerzy zaś puszek mogą wreszcie pochwalić się swoim dobytkiem. I to od razu na designerskich blogach.

.


20:51, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 czerwca 2009


Wsławili się ogrodniczą partyzantką, bombardując Warszawę i Zieloną Górę nasionkami oraz sadzonkami. Grupa artystów Kwiatuchi (Kwiatek i MarTucha Mielczarska) rewitalizuje nie tylko przestrzeń miejską, ale także wszelkie pozornie niepotrzebne przedmioty. Do tej pory w ramach "redesignu śmieciowego" stworzyli znicze, portfele i torby. Wszystkie o lekko anarchistycznej stylistyce. Ich najnowszy projekt to Perfony - cykl dość nietypowych nawet jak na Designer Toys zabawek. Jak zapewniają Kwiatuchi, "każdy PERFON, to indywidualista. Żadnego brata bliźniaka, bez obaw".


Dizko uŁan, exPress, fara aka vara... Wasze zabawki mają nie tylko ekscentryczne imiona, ale także wygląd. Skąd pomysł, by stworzyć Designer Toysa w wersji eko?
Podstawą pomysłu był jeden z deo kulkowych, w którym zobaczyliśmy bohatera, PERFONA. Następnie poprosiliśmy znajomych, aby nam je odkładali. Jednak wiadomo, jak niesfornym bytem jest człowiek i zaczęliśmy otrzymywać również inne opakowania, które okazały się równie ekscytujące.

Powstaną więc nowe zabawki? Czy też Perfony to Wasz jednorazowy projekt zabawkarski?
Perfony to projekt permanentny. Jak produkcja śmieci, które zamierzamy dalej przetwarzać. Cóż, na razie nie zastanawiamy się, w co mogą ewoluować, ale na pewno ich kolekcja będzie się powiększać. Co do innych zabawek - jeżeli trafimy na odpad, który wyda się skory do współpracy - to czemu nie.



Czy znacie jakieś przykłady Designer Toys z Polski?
Szajka - to działanie w porcelanie - oraz folkowy projekt Swanskiego.
Jednakże są to nowe "śmiecie", a my je przetwarzamy.

Pytam, bo wiele z tych zabawek powstała z inspiracji zawartością strony Subnormal.pl. Czy tak było w Waszym przypadku?
Świadomość Designer Toys była, choć pomysł narodził się dużo wcześniej. Jako użytkownicy deo kulkowych czuliśmy potencjał w tych opakowaniach. Pokrywa się to również z maksymalizacją minimalizacji śmiecenia.

...czyli już wcześniej robiliście zabawki.
Jasne, że tak! Te tradycje kultywujemy po naszych rodzicach, którzy swoje zabawki projektowali najefektywniej w dzieciństwie. Patyk, kolo od roweru i jedziesz.

Na koniec pytanie: gdzie można obejrzeć Wasze figurki?
Perfony debiutowały w ubiegłym roku na Przetworach, czyli targach recyklingowych. Do tego dostępne są na naszej stronie kwiatuchi.org oraz w warszawskiej galerii [v]iuro. Jak rodzina będzie się powiększać - będziemy myśleć o dalszych Perfonów podróżach.

(Zdjęcia pochodzą ze strony Kwiatuchi.org)
19:14, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 czerwca 2009


Takim oto spotem Microsoft reklamował na konferencji grę "The Beatles: Rock Band". Stylistyka bardzo w stylu "Walca z Baszirem", nie sądzicie?


21:43, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 czerwca 2009
Wie coś o tym Pixar. Zobaczcie sami:

21:54, faktoria01
Link Komentarze (8) »
wtorek, 09 czerwca 2009


Na blogu mojej znajomej co rusz czytam, że jej syna odwiedziła zębowa wróżka. Fajnie. Gdy ja byłam mała - moi rodzice nic nawet nie wiedzieli o istnieniu takowej pani. Stąd u mnie podejrzenia, że musi być ona dość nowym bytem, zaadaptowanym na polski grunt z zagranicy. W przeciwieństwie do mnie np. Amerykanka Inhae Lee osobiście doświadczyła szczodrości wróżki... Teraz po latach zainteresowała się losem swoich wymienionych wcześniej na pieniążki mleczaków. Co się z nimi stało? Gdzie się podziały? Z tych naiwnych pytań Lee stworzyła całą opowieść o powrocie pewnego małego mleczaka do domu. Wprawdzie jej bohater designem nawiązuje do modnej obecnie stylistyki: winylowo-pluszowej - fabuła
jej fotokomiksu jednak jest o wiele bardziej oryginalna i dlatego warta polecenia. Nie musicie mieć za sobą doświadczeń z zębową wróżką. Wystarczy, że lubicie ten lekko melancholijny dowcip rodem z "Fistaszków" Charlesa M. Schulza - a postać stworzona przez Inhae Lee powinna przypaść Wam do gustu. (Z njusów - przygody mleczaka mają zostać opublikowane)


23:39, faktoria01
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Przyznam szczerze, że ten rodzaj muzyki, który uprawiają panowie z Dinosaur Jr. nijak nie przemawia do mojej wrażliwości. To jednak wcale nie znaczy, że ich utwór nie może się znaleźć w rubryczce "Obsesja tygodnia". Może i to jak najbardziej, a to za sprawą clipu, który nakręcono do ich utworu "I'm over it". Podczas gdy dla wielu gwiazd rocka świętą trójcą pozostaje "sex, drugs i rock'n'roll" - nałogiem czterdziestolatków z Dinosaur Jr. jest bmx i deskorolka. Na tym fajnym i bezpretensjonalnym koncepcie oparto całą fabułę clipu. Ok, może i swoimi umiejętnościami muzycy nie dorównują legendzie skateboardingu, Tony'emu Hawkowi, w niektórych wręcz scenach musieli skorzystać z pomocy dublerów - mimo to teledysk działa na widza ożywczo niczym filiżanka dobrej kawy. Idealny na dobry początek tygodnia.

15:50, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2009

Bohaterowie komiksu Junko Mizuno "Pure Trance" dostąpili winylowej inkarnacji! Sprzedaż figurek ruszyła dzisiaj punktualnie o godz. 12.00 przez stronę firmy Kidrobot.  
17:14, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 czerwca 2009
Ostatnio narzekałam, że Michel Gondry przesadził z tym promowaniem się za pomocą papieru toaletowego. Trochę czasu minęło i co się okazało? Że swoim wyznaniem przyznałam się do lekkiej ignorancji. Od tego bowiem czasu coraz częściej napotykam na takie znaleziska jak te poniżej, świadczące o tym, że rodzi się powoli nowy trend designerski. I to inspirowany dokonaniami pupy!

"Shit Box", czyli przenośne ekologiczne toalety ponoć stworzono z myślą o uczestnikach festiwali muzycznych i wielbicielach kampingowego trybu życia. Po zapoznaniu się z ceną - 15,67 funtów - ciężko oprzeć się wrażeniu, że ekokibelek powstał przede wszystkim w celach rabunkowych.



Kolejnym curiozum jest "Drop", czyli powieść w list(k)ach... papieru toaletowego. Jej autorem jest Koju Suzuki, twórca m.in. sfilmowanego "The Ring". Horror "Drop" reklamowany jest ponoć jako “Japan’s creepiest toilet paper”. O tym, czy jego treść przyspiesza procesy trawienne, pierwsi czytelnicy dowiedzą się już 6 czerwca za jedyne 2,20 dolarów.



Pee & Poo to po angielsku siusiu i kupka. Tak właśnie nazywają się dwie maskotki stworzone w 2004 r. przez szwedzką artystkę Emmę Megit. Od początku życzliwie przyjmowane przez klientów małych i dużych, którzy wśród zalet pluszaków wymieniają - uwaga! - walory edukacyjne.



Fizjologia wciąż pozostaje tabu, przez co świetnie nadaje się do szybkiej promocji w epoce virali. Aby jednak nie być posądzonym o tani skandal i brak smaku - twórcy próbują fekalną tematykę uzasadnić specyfiką przedmiotów, podkreślić ich użyteczność, zaskoczyć nowym kontekstem itp. itd. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Z całym szacunkiem, ale wspomnianemu na początku Michelowi Gondry'emu niestety raczej to nie wyszło.
09:43, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
statystyka
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl