Kategorie: Wszystkie | Designer Toys | Obsesja tygodnia | Sport | Spot
RSS
środa, 25 marca 2009
W Wielkiej Brytanii Wallace i Gromit traktowani są niczym dobro narodowe. Jednak większość fanów nie życzy sobie, by ich ulubieńców angażowano do kampanii reklamującej jakąkolwiek z inicjatyw brytyjskiego rządu. Tak przynajmniej wynika z sondy przeprowadzonej w ubiegłym roku przez "Guardiana". To zła wiadomość dla polityków. Bohaterowie stworzeni przez Nicka Parka mogą się przecież pochwalić olbrzymim potencjałem marketingowym. Świadczy o tym chociażby liczba reklam, w których wystąpili. Bez względu na to, czy chodzi o krakersy, samochody czy herbatę, fabuła tych spotów opiera się mniej więcej na tym samym pomyśle: Wallace broi, a Gromit pomaga mu wyjść z opresji. Nie inaczej jest w najnowszej reklamie lokalnego dostawcy prądu i gazu, firmy Npower. Na czym polega więc nowość? Ano na tym, że Wallace nie ma w niej nic do ukrycia. W negliżu pojawi się już wkrótce na łamach bloga, poniżej zaś Making of spotu.


21:24, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
Ugly Dolls i inne designerskie pluszaki miały swój mały wkład nie tyle w przedefiniowanie kanonu piękna, co jego rozszerzenie. Dzięki temu to, co oryginalne i niespecjalnie urodziwe, także cieszy się braniem. Oczywiście, reklama niczym barometr świetnie wyłapuje wszelkie zmiany zachodzące w społeczeństwie, by szybciutko ów stan rzeczy odzwierciedlić. Efekt? Opla już od kilku sezonów reklamują Bimbos Borisa Hoppecka (The C.M.O.N.S.), Chupa Chups z wizerunkowego niebytu wyciągnął Chuck z kanadyjskiej Monster Factory, nie wspominając już o Głodzie z reklam Danio. Teraz do grona wielkich urodziwych inaczej dołączył także Włochaty Harry. Wymyślili go kreatywni z londyńskiego Saatchi & Saatchi na potrzeby kampanii Head & Shoulders, szamponu przeciw wypadaniu włosów.



Wygląda na to, że marka Head & Shoulders przechodzi mały relaunch. I bardzo dobrze. Mam nadzieję, że powyższy spot zostanie zaadaptowany i na polskie warunki. Mając bowiem do wyboru Włochatego Harry'ego i wymuskanego Krzysztofa Ibisza - swój głos w konkursie na "Najpiękniejszych w spocie" zdecydowanie oddaję na pluszaka.
20:05, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 marca 2009


Dzisiaj o kolejnej mojej ulubionej artystce, ale bez rozpisywania. Fafi bowiem przemówi do Was własnym głosem:




(Domek Fafi (powyżej ona sama - w akcji)).

21:37, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2009
środa, 18 marca 2009
Jeszcze nie tak dawno Jason Lewis, znany z serialu "Seks w wielkim mieście", reklamował batonik Aero. Najwidoczniej urok roznegliżowanego aktora nie podziałał na mieszkanki wielkich miast, bo w 2009 r. na grupę docelową batonika wytypowano nastolatki. To dla nich powstał poniższy spot, w znacznej mierze oparty na filmiku z YouTube'a. Zachowano "viralową" poetykę oryginału. Jednak zgodnie z prawami nastawionej na komercyjny sukces produkcji - pomysłowych skate'ów anonimów zastąpiono wielokrotnym zwycięzcą X-Games, Bobem Burnquistem. Dźwięk zaś pękających baloników wytłumiono melodyjnym "ABC" Jacksons 5. Wszystko fajnie i profesjonalnie, istnienie oryginału niespecjalnie jednak przemawia na korzyść twórców spotu. Jeśli nastolatki podzielą tę opinię - brandmanagerowie Aero będą musieli poszukać sobie nowego targetu.


19:13, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009


No proszę - ostatnio narzekałam, że Coca Cola przynudza, a tymczasem pojawiła się w obiegu świetna reklama Sprite'a, który należy przecież do portfolio tej samej firmy. Od razu widać, że jej twórcy zapatrzyli się na filmy z gatunku Blaxploitation i wyszło im to na zdrowie. Występujący w nim ekscentryczny glina - J.D. Quench - już raz się pojawił - w ubiegłorocznej kampanii Sprite'a. Teraz zaś wraca (w lepiej zmontowanym spocie), by zwalczyć zło wcielone - gang ukrywający się pod nazwą - nomen omen - Pragnienie. Całość w konwencji dowcipnego trailera, podczas którego pan lektor z przejęciem informuje widzów, że również w sequelu pragnienie nie ma szans. Nowa kampania Sprite'a bowiem to "Więcej akcji! Więcej niebezpieczeństwa! Więcej dam! I jeszcze więcej (wy) trysków". Hm... Więcej informacji z pewnością na Bebo.com/Sprite.


19:05, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
W "Obsesji tygodnia" kolejny nietypowy love song. To piosenka "Bones" zespołu The Killers opowiadająca o miłości aż po szpik kostny. Wprawdzie ma ona już 3 lata, jednak ja odkryłam ją dla siebie dość niedawno, a to za sprawą poniższego teledysku. Amerykanie zdradzają nim swoje upodobanie do zabójczego poczucia humoru. Główna rola w clipie przypadła bowiem piszczelom, czaszkom i innym częściom układy kostnego. Te zaś w scenach erotycznych poczynają sobie dość bezpardonowo. Za kamerą co chyba nikogo nie zdziwi Tim Burton, przed kamerą m.in. skośnooka Devon Aoki, w tle zaś omdlewający męski wokal. Na swój sposób niezwykle urocze.


The Killers - Bones
Załadował: The-Killers
 
14:17, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2009


Ta strona może zniechęcić - ładuje się niemiłosiernie długo, wiele z jej podstron nie jest nawet aktywnych, pojawiające się zaś opisy to doskonały przykład łamanej angielszczyzny. Po pewnym czasie jednak cierpliwość odwiedzających
WahahaFactory.com zostanie wynagrodzona... widokiem niezwykłej twórczości.



Autorką "fabryki" jest Maysum - to młoda artystka z Hong Kongu, którą pozwoliłam sobie nazwać "Maciejem Sieńczykiem w spódnicy". Nie, najprawdopodobniej żadne z nich nie wie o istnieniu drugiego, a tym bardziej o łączącym ich twórczość pokrewieństwie - podobnej delikatnej kresce, wrażliwości, zamiłowaniu do oldchoolowych i surrealistycznych klimatów... Podobieństwo zaś jest uderzające, szczególnie gdy przyjrzeć się biżuterii Maysum. Kolczyki z muchami czy bransoletkę z nadąsanym dzieckiem spokojnie mogliby nosić bohaterowie zaludniający karty "Hydrioli", stając się dla Sieńczyka pretekstem do opowiedzenia kolejnej tajemniczej historii...




Ta osobliwa kolekcja biżuterii nosi nazwę "Super Bybie". Cóż zaś to oznacza? Według Mysum - odesłanie Barbie do lamusa i zachętę do rozwijania własnej wyobraźni. Ja to kupuję.
15:38, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 marca 2009
Pisanie o paryskiej "Collette" to czysta rozkosz, bo i miejsce to niezwykłe. Tętniący życiem sklep, snobistyczna galeria, ale przede wszystkim kuźnia trendów inspirująca artystów niemal na całym świecie. To właśnie tu sprzedawano limitowaną edycję Coli sygnowaną przez młodą Rykiel czy misie projektu Mistrza Lagerfelda. Polecam od czasu do czasu zajrzeć na stronę "Colette" i podlinkowane pod nią blogi, ot tak po prostu dla rozrywki, można posłuchać niezłej muzyki, a przy okazji obejrzeć zdjęcia całkiem fajnych sklepów np. z Nowego Jorku.



W tym miesiącu w "Colette" odbywają się 50 urodziny Barbie. Jak łatwo domyślić się - wybór miejsca ma na celu uwspółcześnienie wizerunku lalki, bardziej kojarzonej z klasycznym kanonem piękna i konserwatywnym gustem niż współczesną sztuką i designem. Do 12 marca witrynę sklepu zdobiły olbrzymich rozmiarów pudełka z manekinami o wyglądzie Barbie. Nieco dłużej klienci będą mogli obejrzeć odbywającą się w sklepie wystawę pierwszych lalek Barbie oraz zdjęć autorstwa Karla Lagerfelda z modelem Baptiste Giabiconim w roli Kena.



Na terenie "Colette" przygotowano również "Barbie room" - można tam kupić ubrania i dodatki dla lalki zaprojektowane przez Jeremy'ego Scotta, kosmetyki Stila, o których już wspominałam na łamach bloga, czy inne produkty na licencji firmy Mattel. Wszystkie pochodzą z limitowanych edycji, do obejrzenia i nabycia w ciekawie zaaranżowanej scenerii.



Wisienką na urodzinowym torcie pozostaną jednak przedmioty zaprojektowane przez młodych zdolnych designerów, wybranych osobiście przez właścicieli "Colette". Biżuteria z fragmentów Barbie czy T-shity ozdobione ubrankami dla lalek to przede wszystkim dowcipna zabawa z wizerunkiem ikony popkultury - lekko kiczowatą, słodką i poprawną politycznie plastikową blond pięknością. Co najważniejsze, nie trzeba od razu jechać do stolicy Francji - możne je nabyć także przez internetową stronę "Colette". To kolejny powód, by ją odwiedzić.


19:54, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 marca 2009


Panie! Panowie! Jannele Monae - oto nazwisko warte zapamiętania. Chociaż czerpie garściami z przeszłości, m.in. z Jamesa Browna i Judy Garland, to właśnie do niej należy przyszłość. Wyrazisty image, piękny rytm, elastyczność w komponowaniu muzyki, a przede wszystkim niezłe koneksje w showbiznesie (jest ulubienicą chłopaków z Outkast). Poniżej utwór z jej najnowszej EP-ki "Many Moon". Aż 6 minut trwa ta niecodzienna wizyta w Metropolis, podczas której Janelle dosłownie dwoi się i troi, by oczarować widza. Skutecznie.


16:20, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 marca 2009


Paper Toys to kolejny - po winylach i pluszakach - nurt Designer Toys. Możecie o nich przeczytać w najnowszym marcowym numerze "Aktivista". To właśnie tam ukazał się mój artykuł pt. "Kryzysowe zabawki", do lektury którego gorąco Was zapraszam.
Najfajniejszą rzeczą w pisaniu tego tekstu był kontakt z artystami tworzącymi papierowe ludziki. To, co mnie niezwykle ujęło, to fakt, jak chętnie służyli mi swoją pomocą, radą oraz wiedzą. Wszyscy bez wyjątku okazali się niezwykle mili i pomocni, a mimo olbrzymiego talentu - pełni pokory i niezwykle skromni. Chylę przed nimi czoło. Jeżeli w jakikolwiek sposób mój artykuł przyczyni się do popularyzacji Paper Toys w Polsce - będzie to wyłącznie ich zasługa. Tym bardziej więc zachęcam Was do odwiedzenia ich stron i podziwiania ich dorobku. Szczególne podziękowania należą się takim artystom jak Ben The Illlustator, Brian Castleforte, Marschall
Alexander, Shin Tanaka czy Matt Hawkins, Ciah Ciah z Wrocławia oraz BU-KA Studio. Niech ich papierowa twórczość będzie dla Was inspiracją.
 


17:45, faktoria01
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 marca 2009
Jako nastolatka nałogowo oglądałam na MTV program "Pulse with Swatch" prowadzony przez Marijne van der Vlugt. W jednym z odcinków będąca wówczas u szczytu popularności Cindy Crawford pokazywała biżuterię z pokazu Dolce & Gabbana. Niesamowicie barokową: pełną świecidełek, kamieni, simlocków i co najważniejsze obrazków. Przez wiele lat nie udało mi się w żadnym sklepie - polskim czy za granicą - znaleźć czegoś, co by owe rzeczy przypominało. Ostatecznie wzięłam się więc do roboty i sama zaczęłam robić biżuterię... Kilka tygodni temu naszło mnie, by wznowić ów proceder. Porobiłam nowe kolczyki i wystawiłam już je na Allegro. W planach mam również reaktywację Faktorii - mojego pierwszego bloga. A właściwie fotobloga ze zdjęciami biżuterii. Cieszę się z tej dokumentacji - większość bowiem moich starych wyrobów dawno została wyprzedana. Kilka razy za to spotkałam w pubach zupełnie nieznane mi dziewczyny noszące moje kolczyki. Widać było, że mają dobry gust.

11:59, faktoria01
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 lutego 2009
Chyba każdy, kto w ciągu kilku ostatnich lat zabawił dłużej w pokoju dziecięcym, wie, jak wyglądają kucyki Pony i jest świadomy, że tylko pozornie są one do siebie podobne. Jak przekonuje mnie moja pięcioletnia siostrzenica - jest ich naprawdę bardzo dużo (a dla dzieci nigdy za mało). Wszystkie zaś można podzielić na następujące grupy: zwykłe, jednorożce, pegazy, zefirki i wodne. Ach, przepraszam - są jeszcze małe kucyki. Moja siostrzenica niczym pacierz wylicza ich imiona bez zająknięcia: Gwiazdeczka, Malinka, Nutka, Tusia... itp. itd.

Niemal wszystkie zabawki, których sama nie miałam jako dziecko, wydają mi się dość młodym wynalazkiem. Okazuje się, że rzecz ma się zupełnie inaczej z kucykami Pony. W zeszłym roku zabawka ta obchodziła - uwaga! - 25 urodziny. I kto by pomyślał! W ramach jubileuszu przygotowano specjalny projekt "25 kucyków na 25-lecie" - do udziału w nim zaproszono wielu znanych designerów i celebrites w celu customizacji kucyka. Efekt ich pracy możecie obejrzeć na stronie The My Little Pony Project. Moja siostrzenica nic o tej urodzinowej akcji nie wiedziała. Pokazując jej nową kategorię kucyków - z pewnością mocno przyplusowałam, jest więc szansa, że przestanie na mnie mówić "ciotucha klotucha". No właśnie tylko co to za kategoria? Może "Designer Pony"? "Designer Kucyk" w każdym razie coś mi dziwnie brzmi.

Pony Simone'a Legno wygląda jak ze stajni Tokidoki:

Claw Money nadała kucykowi buntowniczy charakter:

A to poniżej to już dzieło mojej ukochanej Junko Mizuno:

22:04, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
Przyjrzyjcie się uważnie twarzy tego modela i zastanówcie, czyim może być on synem. Rozwiązanie zagadki - na końcu dzisiejszej notki.



Czy nastolatki już wpadają w egzaltację na widok Jethro Lazenby? Może się przecież chłopaczek podobać. To model o intrygującej alternatywnej urodzie. Głośno zrobiło się o nim podczas tegorocznego London Fashion Week. Jego twarz zdobiła okładki już takich magazynów jak "Confused" czy "I-d", które dla młodego pokolenia są tym, czym "Vogue" dla Carrie Bradshaw. Zamiłowanie do modelingu Jethro odziedziczył do matce, typ urody zaś po ojcu. Piękna Beau Lazenby nie była jednak jednak tą jedyną, na którą czekał pewien słynny muzyk. Dlatego przyszło jej wychowywać syna samotnie. W przeciwieństwie do ojca biografia 18-letniego Jethro upływa dość spokojnie. Chłopak nie pije, nie pali, nie bawi go autodestrukcja ani pisanie piosenek. Bunt pokoleń? Być może.
Marnotrawnym ojcem Jethro jest nie kto inny jak Nick Cave. Muzyk pojawia
się czasami na pokazach z udziałem chłopaka, a podpuszczany przez dziennikarzy - odpowiada, że tak, czuje dumę z osiągnięć syna.



00:52, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lutego 2009
Produkty Light niemal od zawsze wzbudzały moją podejrzliwość. Powiem więcej - dla mnie jako smakosza to nic innego jak podróbki. Wolę więc zjeść kaloryczny oryginał i poczuć pełnię smaku niż katować się czymś mdłym i bez wyrazu. A co z figurą? - A czy ona jest faktycznie najważniejsza? No właśnie.
To, co serwuje nam większość reklam, to właśnie taki świat Light, sielsko-anielski, poprawnie polityczny i ugładzony. Taka konwencja. Spójrzcie na najnowszą reklamę Coli. Niech Was nie zmyli słówko "Diet" - to dalej te "lightowe klimaty". Obecność wykonawczyni hitu "Mercy" tylko to potwierdza. W końcu Duffy to właśnie taka Amy Winehouse w wersji light. Niby fajna, niby ładna i o ciekawym głosie - ale szybko o niej się zapomni. Podobnie jak o poniższej reklamie. 




Nie jestem naiwna. Wiem, że angaż Amy o rozszerzonych źrenicach byłby dla brandmanagerów jak strzał w kolano. I to z  dubeltówki. Dlaczego więc narzekam? Ano dlatego, że w świecie Light też jest miejsce na oryginalność. Tymczasem ostatnio z reklam Coca Coli wieje nudą. Szkoda.
19:17, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 lutego 2009
Bimbo 79 ma nosa do trendów, o czym możecie się przekonać, odwiedzając jej blog TrendBlend. Na dodatek przyznała mi tytuł Kreativ Blogger, dzięki czemu zdobyła sobie mą dozgonną sympatię i szacunek:)

 

A czym jest Kreativ Blogger? To wyróżnienie przyznawane przez blogerów najciekawszym ich zdaniem blogom. Ta niezwykle sympatyczna promocja działa - niczym łańcuszek szczęścia - wg dość prostych zasad:

1. Umieszczamy logo na swoim blogu
2. Wrzucamy namiar na blog osoby, od której otrzymaliśmy nagrodę
3. Nominujemy co najmniej 7 innych blogów
4. Podajemy linki do owych blogów
5. Nominowanym osobom zostawiamy komentarze z informacją o nominacji.


Poniżej moje nominacje:

Design:
1. Syfiarz
2. Design Girl
3. Vintage Girl

Life:
4. Promyczkowo
5. Blog Mamona

Obsesja:
6. Cirkkkus

Fotki:
7. Megerella

Reklama:
8. Zjadamy Reklamy

13:19, faktoria01
Link Komentarze (5) »
piątek, 20 lutego 2009
...a przynajmniej tak rzecz się ma z viralem, w którym pisklaki, szczeniaki i wszelkiej maści urocze małe zwierzaki reklamują zalety najnowszego modelu Samsunga: Ultratouch.



14:26, faktoria01
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 lutego 2009
No wreszcie "sportowa" reklama zasługująca na wyróżnienie! Zwróćcie uwagę na początkowe kadry tego spotu. Nie znam tego sportowca, nie interesuję się koszykówkę. Ale sposób, w jaki pokazuje się muskulaturę Dwighta Howarda - niesamowicie do mnie przemawia. Montaż plus rytmiczna muzyka - a nawet taki zatwardziały couch potato jak ja jest w stanie na moment poczuć adrenalinkę, towarzyszącą sportowcom tuż przed walką, meczem, decydującym starciem...
W tym dziele znać styl mistrza. Za realizację spotu odpowiedzialna była 180 LA. To nowa filia agencji 180 Amsterdam, słynącej z tego, że do obsługi marki Adidas oddelegowuje jedynie tych swoich pracowników, którzy w testach rekrutacyjnych wykazali się odpowiednią znajomością sportu i zasługują na miano kibica. Słusznie.

22:51, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lutego 2009

Ostatnio zauważyłam, że większość moich ulubionych artystów jest mniej więcej w tym samym wieku co ja. To oczywiście nie przypadek. Rówieśnicy zawsze są nam mentalnie bliżsi. A jeżeli jeszcze dzielą z nami tę samą wrażliwość i gust - jest całkiem prawdopodobne, że bez względu na miejsce zamieszkania dorastali, zachwycając się tymi samymi filmami, muzyką czy książkami co my. To się nazywa "prawo globalizacji".
Takie właśnie refleksje naszły mnie, gdy przyglądałam się profilowi Kathie Olivas na MySpace. Zaledwie 2 lata różnicy w wieku, a za to ile podobieństw w zainteresowaniach!


W przypadku Amerykanki zamiłowanie do dziwaczności oraz filmu "Miasto zaginionych dzieci" znalazło swe odzwierciedlenie w stylu malarskim. Panna Olivas jest bowiem multiartystką, która zasłynęła projektem "Misery Children" - w niezwykły sposób łączącym estetykę "cute" z mrocznym światem baśni. Obok obrazów, rzeźb czy grafik - składają się nań także winylowe figurki przedstawiające m.in. dzieci w przebraniu ośmiorniczek. Znaleźć się w ich posiadaniu to dopiero wyczyn. Niemal wszystko, co sygnuje swoim nazwiskiem Amerykanka - rozchwytywane jest przez kolekcjonerów winyli i wielbicieli popsurrealizmu. Warto od czasu do czasu zajrzeć na stronę Circus Posterus, by przekonać się, co nowego zrodziło się w niespokojnej i niezwykle płodnej wyobraźni tej młodej kobiety.


19:18, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lutego 2009


Jakiś czas temu hiszpańskie biuro turystyczne reklamowało wycieczki na Costa Brava zdjęciami z Bahamów. O tym, że trzeba być ostrożnym, biorąc zdjęcia ze stocków, przekonał się kilka dni temu także "Guardian". Brytyjska gazeta zilustrowała tekst o Walentynkach fotką... sprzed 3 lat. Tymczasem całująca się na niej para zdążyła się rozstać. W ramach przeprosin - i aby nie doprowadzić do rozpadu ich nowych związków - "Guardian" postanowił zamieścić nową fotką, na której Ciaran Carleton stara się udobruchać swa obecną dziewczynę...  A ja sobie myślę, że cała ta historia to fajny pomysł na scenariusz do komedii romantycznej, w której Brytyjczycy są niedoścignieni.





Jakiś czas temu wymyśliłam sobie, że w Walentynki zamieszczę na blogu pewną piosenkę. Bo miłość to zjawisko bardziej skomplikowane niż lukrowane serduszka i misie z napisem "I love you". Czasami bywa pięknie, a czasami rozdziera nam serce tak jak chociażby właśnie ten teledysk. Powstał 3 lata temu, do piosenki zespołu The Dears o złowieszczym tytule: "Śmierć wszystkich romansów"...



13:05, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lutego 2009
Google wszystkich, którzy wpisują do wyszukiwarki powyższe słowa, odsyła m.in na Cool Kid Stuff tylko dlatego, że jakiś czasu wspomniałam o reklamie lizaków. Tym osobom, które chciałyby lepiej poznać Chucka, dedykuję poniższą fotkę i notkę.



Maskotka z reklamy Chupa Chups jest przedstawicielem tzw. designerskich pluszaków (Design Plush). To szyte ręcznie, dostępne wyłącznie w limitowanych edycjach, urocze oryginały, powołane do życia przez designerów-żartownisiów. W przypadku Chucka jest to grupka przyjaciół z Kanady, którzy założyli Fabrykę Potworów (Monster Factory). Firma słynie z tego, że dany model pluszaka wypuszcza w ilości zaledwie kilkudziesięciu egzemplarzy. Każdemu zaś potworowi przypisuje niespecjalnie oryginalne imię (Andy, Buddy, George, Maggie,Wayne etc.). Charakter maskotek możecie poznać m.in. dzięki filmikom, w których pluszaki nie zawsze dają się poznać z dobrej strony. Mi najbardziej spodobał się introwertyk Francis.



01:18, faktoria01
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 lutego 2009


Na fotografiach Kanadyjka
Leslie Feist zwykle stylizowana jest na Patti Smith. Jednak jej muzyka nie wiele ma wspólnego z zadziornością i zaangażowaniem rockowej divy. To, co proponuje Feist, to inteligentne, lekko melancholijne i - przepraszam za wyrażenie - dziewczyńskie klimaty. Teledysk "Honey Honey" jest pierwszym, który nie eksponuje przyjemnej lekko alternatywnej urody Feist. Scenariusz do niego powstawał aż 5 miesięcy, a przygotowywali go znajomi piosenkarki - członkowie The Old Trout Puppet Workshop. Jako 18-latka Leslie dołączyła do trupy lalkarzy, wspólnie z nimi przygotowywała przedstawienia dla dzieci oraz jeździła na międzynarodowe festiwale teatralne. Teraz po latach - artystka ma 31 lat - zaprosiła swych ówczesnych przyjaciół do pracy nad poniższym teledyskiem do piosenki opowiadającej właśnie o rozstaniu i utracie... Nie wzruszyć się na nim - to dopiero grzech.


Feist - Honey Honey
by robertandco
19:29, faktoria01
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 lutego 2009
Kilka dni temu wspominałam o 60. urodzinach marki Onitsuka Tiger. No i proszę. Filmik pt. "Zodiak" już pojawił się w sieci. Przy okazji zajrzyjcie też na stronę OT - jej wygląd i zawartość uległy zmianie, co stronie wyszło tylko na dobre.


11:41, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lutego 2009
Jeżeli kiedykolwiek marzyliście o kolekcji króliczków równie imponującej jak ta Hugh Hefnera - mam dla Was dobre wieści. Za sprawą firmy Kidrobot możecie stać się właścicielami Playmate z listopada 1978 r.



Producent kultowych zabawek - firma Kidrobot - od czasu do czasu w winylowe figurki przemienia postaci znane ze świata popkultury. Tym razem padło na przedstawicieli imperium "Playboya". Zaproszony do współpracy autor komiksów Paul Pope - po przejrzeniu okładek niemal wszystkich wydań "Playboya" - zadecydował, że na winylowe wyróżnienie zasługuje modelka Monique St. Pierre w swej równie prowokacyjnej, co tajemniczej pozie.



W ofercie firmy znalazła się także zabawka przedstawiająca właściciela "Playboya" Hugh Hefnera. Obowiązkowo w słynnym już czerwonym szlafroczku i kapitańskiej czapeczce. Za to bez siwego włoska. Odpowiedzialny za przygotowanie projektu artysta eBoy był bowiem na tyle miły, że przedstawił Hefnera w wersji nieco odmłodzonej. W myśl zasady, że "playboy to nie oldboy".



Obydwie figurki dostępne były w sprzedaży już w październiku ubiegłego roku. Przy czym wartość Playmate była 6-krotnie wyższa niż twórcy "Playboya". Żródło: Vinyl Pulse oraz e-bay.
11:32, faktoria01
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2009
Czy słyszeliście już o terminie "SADvertising"? Takim mianem określono m.in. reklamę pewnej firmy oferującej ubezpieczenia aut. U większości brytyjskich widzów wywołała ona przykre uczucia. A to za sprawą występującego w niej Iggy'ego Popa!



Nie jest to pierwsza reklama, w której występuje leciwa gwiazda. Rok temu w brytyjskiej telewizji wyemitowano spot, w którym Jonny Rotten reklamował... masło. Choć z założenia fabuła reklamy miała być zabawna - Brytyjczycy uznali, że jest a little żenująca. Członkowie Sex Pistols już dawno jednak zdążyli nadszarpnąć legendę swego zespołu, biorąc udział w przedsięwzięciach równie niedorzecznych, co opłacalnych. Spot masła wpisywał się więc idealnie w ich ostatnie dokonania.



Na tle cynicznego i zepsutego do szpiku kości Rottena - Iggy Pop jawił się jako ostoja niezależności. Jego udział w powyższej reklamie okazał się więc dla wielu Brytyjczyków ciosem, który znieśli z podziwu godnym humorem. Stwierdzono np., że nie wypada, by pasażer ("The Passenger" - tytuł jednego z największych hitów artysty) występował w reklamie dla kierowców! Wyspiarze nie omieszkali podkreślić także, że najlepsze co obydwie gwiazdy mogły zawczasu zrobić dla swej legendy to... umrzeć młodo. Oni jednak żyją i mają się nadzwyczaj dobrze, gdy tymczasem biedny punk is dead.
..
09:50, faktoria01
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
statystyka
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl